Trafić na dobry suchy szampon, który poratuje nas w opresji, to wbrew pozorom nie lada sztuka. Kto interesuje się tematem, na pewno nie raz miał okazję spotkać się z produktami Batiste. Szampony kuszą zarówno kolorowymi opakowaniami, jak i fantazyjnymi zapachami. Trzeba przyznać, że rzecz to niespotykana w przypadku tego typu produktów. Batiste nie straszy również zbytnio wygórowanymi cenami. Za butelkę o pojemności 200 ml musimy zapłacić ok. 15 zł.
Fajnie, że opakowania przyciągają wzrok, fajnie, że zapach mile łaskocze nozdrza, ale zasadnicze pytanie brzmi: Czy to działa? Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji spotkać się z ideą suchego szamponu, spieszę z krótkim wyjaśnieniem. Otóż kosmetyk ten ma formę proszku, który rozpylony na nie do końca świeże włosy, w kilka sekund pochłania nadmiar łoju bez konieczności moczenia głowy. Rozwiązanie jak najbardziej skuteczne, ale głównie w sytuacjach awaryjnych, w razie gdy budzik jakimś cudem rano nie zadzwoni, bądź jesteśmy w podróży. Na pewno nie jest to sposób na codzienne "mycie" głowy.
Moja wersja szamponu Batiste Tropical pachnie obłędnie kokosowo. Spełnia również swoją funkcję - odświeża fryzurę i nawet zwiększą jej objętość. Zasadniczą wadą jest jednak biały kolor proszku, który niestety robi ze mnie "siwuchę". Wiem, że należy zachować odpowiedni odstęp podczas rozpylania. Wiem, że produkt należy wetrzeć we włosy i dopiero później rozczesać. Mimo to nie czuję się zbyt komfortowo, wiedząc, że moje włosy wyglądają na przypruszone siwizną ;).
Nic jednak straconego. Batiste ma w swojej ofercie również szampony dla brunetek, szatynek i blondynek, gdzie biały proszek zastąpiono proszkiem o odpowiednim dla danego odcienia włosów kolorze. Na pewno sięgnę po taką wersję w następnej kolejności.
A co Wy sądzicie o gadżetach tego typu?

