Wielką fanką brokatu na paznokciach nie jestem, ale migoty od czasu do czasu mimo wszystko lubię :). Grunt, żeby nie były zbyt nachalne. Subtelność przede wszystkim! Pożądany efekt uzyskałam, łącząc lakier Catrice w odcieniu Sing: Hey, Dirty Lilah i My Secret nr 104.
Sing: Hey, Dirty Lilah na paznokciu w wersji solo nieco mnie rozczarował. W buteleczce prezentuje się jako silnie rozbielony wrzos z nutą szarości, po pomalowaniu odcień nabrał nieco intensywności i efekt rozbiegł się z moimi oczekiwaniami. Kolor wydaje mi się dość pospolity, ale produktowi jako takiemu nie mam nic do zarzucenia. Do krycia potrzebne są standardowe dwie warstwy, nawet bez topa lakier schnie w tempie ekspresowym. Za 10 zł naprawdę nie można chcieć więcej,
Rewelacyjne są natomiast rzeczone "migoty" z My Secret (cena ok. 6 zł). Lakier w odcieniu 104 ma zatopione w sobie drobinki o nieregularnych rozmiarach, swego rodzaju kawałki folii, które mienią się na różne kolory w zależności od zastosowanego podkładu (wybaczcie, ale nie znam fachowego terminu na określenie tego typu "dodatków"). Uwielbiam ten efekt! Jest to świetny sposób na "odpimpowanie" zwykłego lakieru ;))).
A Wam jak się podoba? Migoty na tak, czy na nie? :)))


