Mikroklimat mojej kosmetyczki zdecydowanie służy koreańskim ślimakom, bo stopniowo ich przybywa :). Ostatni nabytek to Snail Repair Blemish Balm SPF 32/PA++ marki Mizon, czyli nic innego jak krem BB z 45% śluzem ślimaka.
Kiedy czytam opisy typu "Działa przeciwstarzeniowo, rozjaśnia i chroni przed szkodliwym działaniem UV. Polecany do cery wrażliwej, z bliznami, o nierównym kolorycie...", to już wiem, że chcę to mieć i muszę to wypróbować na sobie, a że Mizon jest w zasadzie prowodyrem, jeśli chodzi o tego typu produkty, naprawdę nie trzeba mnie namawiać dwa razy.
Tubka kremu o niemałej pojemności 50 ml (cena: 74 zł) zamknięta jest dodatkowo w kartoniku o analogicznej szacie graficznej, dodatkowo zabezpieczonym hologramem z logo marki. Na odwrocie polski dystrybutor umieścił naklejkę z informacją o właściwościach kosmetyku, dzięki czemu nie musimy rozszyfrowywać tajemniczych krzaczków.
A co kryje sama tubka? Krem jest dość gęsty, zwarty, wystarczy odrobina do pokrycia całej twarzy. Mimo że produkt wydaje się dość treściwy, ładnie stapia się ze skórą, wtapiając się w nią do tego stopnia, że puder to raczej dodatkowa opcja służąca utrwaleniu, nie zaś konieczność. Biorąc pod uwagę, że moja skóra po kilku godzinach lubi się tu i ówdzie świecić, jest to nie lada wyczyn, zwłaszcza że cera pozostaje przy tym przyjemnie nawilżona i sprężysta. Na plus zaliczam również obecność całkiem wysokiego filtra oraz brak parabenów w składzie.
Krem nadzwyczaj dobrze tuszuje niedoskonałości, nie tworząc jednocześnie grubej powłoki na skórze, jak to mają w zwyczaju kryjące podkłady. Jego odcień jest niezwykle jasny, co można postrzegać zarówno jako zaletę jak i wadę. Królewny Śnieżki powinny być wniebowzięte, bo jasną cerę produkt uczyni wręcz alabastrową. Osoby o ciemniejszej karnacji poczują się raczej rozczarowane, jako że krem występuje tylko w jednej wersji kolorystycznej.
Nie przerażajcie się zdjęciami. Moja dłoń jest tutaj dość opalona, ponieważ fotki cykałam ponad miesiąc temu bezpośrednio po powrocie z urlopu. Teraz gdy opalenizna na twarzy już zeszła, z powodzeniem mogę go stosować. Mimo że przy pierwszym wrażeniu może wydawać się za jasny, po wykonaniu pełnego makijażu wszystko ze sobą harmonizuje, a skóra sprawia wrażenie rozświetlonej i promienistej.
Bardzo polubiłam się z tym kremem i myślę, że na jednej tubce się nie skończy, zwłaszcza że idzie zima i skóra pewnie stanie się jeszcze bledsza.
Co sądzicie?













