Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2013

Bez bicia piany

Demakijaż nie należy do moich ulubionych zajęć, ale nigdy nie pomijam tego kroku w codziennej pielęgnacji. Ważne jest jednak, żeby przebiegał on możliwie szybko i bez bólu. Duwfazowy płyn do demakijażu oczu i micel to podstawa, nie gwarantuje ona jednak pełnego oczyszczenia cery. Aby pozbyć się resztek makijażu, konieczne jest grubsze działo i do takich zaliczam piankę myjącą do twarzy i oczu Lirene z serii Youngy 20+.

Opakowanie przywodzi mi na myśl raczej piankę do włosów niż kosmetyk myjący. Po wstrząśnięciu i wciśnięciu dyfuzora wydobywa się z niego gęsta i zbita piana. Swą konsystencją nie przypomina mi ona używanych dotychczas pianek do mycia twarzy jak np. Pharmaceris A, ale raczej piankę do golenia. Kosmetyk przyjemnie otula twarz podczas mycia, dobrze trzyma się skóry, nie spływa.


Ku mojemu zaskoczeniu pianka świetnie sobie radzi z każdym typem makijażu, nawet z wodoodporną maskarą, nie podrażniając przy tym oczu. Żadnych smug, żadnego rozmazywania! Po zastosowaniu skóra jest naprawdę "squeaky-clean" - za każdym razem mam wrażenie, że po przejechaniu po niej palcem usłyszę dźwięk charakterystyczny dla świeżo umytych talerzy.


Absolutna czystość ma jednak swoją cenę. Skóra zostaje idealnie oczyszczona, ale i odrobinę ściągnięta, przez co bez solidnie nawilżającego kremu ani rusz. I to jest w zasadzie jedyne manko, jakie dostrzegam w przypadku tej pianki (aktualna cena na stronie Lirene: 13,19 zł).


Kosmetyk godny uwagi? Dla mnie jak najbardziej. A Wy co sądzicie?


środa, 7 sierpnia 2013

Z micelem od Lirene nieśmiałe podrygi

Płyny micelarne mają już swoje stałe miejsce na mojej łazienkowej półce i nie wyobrażam sobie bez nich codziennej pielęgnacji. Rzadko jednak sięgam po ten sam produkt dwa razy. Najczęściej sugeruję się ceną, aktualną promocją lub z ciekawości szakupuję nowinki. Do właśnie takich nowinek zalicza się płyn micelarny Lirene z serii Youngy 20+ (cena: 14,99 zł za 200 ml).


Producent obiecuje nam prawdziwą fiestę dla zmysłów. Zapach papai ma zapewnić przyjemność stosowania, a tańczące drobinki uwalniać podczas aplikacji wit. E i zadbać o promienny wygląd naszej cery.


Opakowanie charakteryzuje nowoczesny "dizajn", przyciągający głównie uwagę założonej grupy docelowej, a więc młodych, aktywnych, dbających o swój wygląd kobiet. Trzeba przyznać, że grafiki oraz zamknięte w opakowaniu bajery w postaci wirujących drobinek w pełni spełniają swoją rolę, bo po butelkę sięga się choćby z ciekawości. Czy jednak za tego typu chwytem marketingowym kryje się coś więcej? Otóż śmiem twierdzić, że niewiele.

Przed użyciem dobrze jest płyn wstrząsnąć, aby wprawić osławione drobinki w ruch, inaczej zalegają one smętnie na dnie butelki. Choćby jednak nie wiadomo, jak się starać na płatku kosmetycznym ląduje ich zwykle zaledwie kilka, a więc i ilość dostarczanej naszej skórze witaminy E przypuszczalnie jest znikoma. Sam płyn również sprawuje się średnio. W porównaniu z produktami aptecznymi nie radzi sobie za dobrze z podkładami i demakijaż wymaga najczęściej użycia dodatkowych produktów. Nie wiem, jak sprawdzi się w przypadku usuwania makijażu oczu, ale i tu nie wróżę mu raczej wielkiego sukcesu, skoro z łatwo zmywalnymi produktami do twarzy radzi sobie dość opornie.


Płyn, w moim odczuciu, sprawuje się adekwatnie do wizerunku serii Youngy 20+. Jest lekki i frywolny, nie szkodzi, ale i nie zdziała zbyt wiele. Dobry dla młodych osób nie stosujących na co dzień pełnego makijażu. Bardziej wymagający mogą go sobie podarować i tanecznym krokiem udać się po inny produkt tego typu, najlepiej do apteki ;).
 


środa, 10 lipca 2013

A dla wrażliwych...

Dwa produkty pielęgnacyjne dla szczególnie wrażliwych z serii Pharmaceris A, czyli PURI-SENSILIUM Łagodząca Pianka Myjąca do twarzy i oczu oraz PURI-SENSILIQUE Łagodny tonik nawilżający do twarzy. Kosmetyki sygnowane literką A zostały stworzone specjalnie z myślą o skórze podatnej na podrażnienia i alergie. Charakteryzują się krótkimi składami bez parabenów, alergenów, alkoholu i kompozycji zapachowych.



Mogę tylko potwierdzić, że faktycznie oba produkty są niesamowicie delikatne i dobrze sprawdzają się podczas codziennego demakijażu. Piankę wyróżnia bez wątpienia jej uniwersalność, jako że nadaje się do mycia całej buzi (twarzy, szyi, oczu), nie powodując uczucia pieczenia czy ściągnięcia. Kosmetyk dobrze radzi sobie z wszelkiego rodzaju różami, bronzerami, cieniami i podkładami. W zasadzie jedynie maskara wymaga osobnego specyfiku. Dość poważnym minusem jest jednak wydajność, gdyż produkt używany codziennie znika w tempie ekspresowym, co przy dość wysokiej cenie (28,90 zł za 150 ml) jest zjawiskiem nieszczególnie pożądanym.


Wyjątkowo polubiłam się natomiast z tonikiem, który, biorąc pod uwagę jego delikatny skład, rewelacyjnie oczyszcza i nawilża. Preparat zmywa pozostałości makijażu, pozostawiając skórę miękką i pozbawioną uczucia ściągnięcia, którego szczerze nie znoszę. Skuteczne działanie, przyzwoita pojemność przy jednocześnie niezbyt wygórowanej cenie (25,90 zł za 200 ml) sprawia, że kosmetyk ten na pewno zostanie ze mną na dłużej. Moja często kapryśna cera zdecydowanie lubi się z dermokosmetykami tego typu :).

A jak jest u Was? 



poniedziałek, 1 lipca 2013

Zmywam się z Bandi

O firmie Bandi produkującej profesjonalne kosmetyki do twarzy i ciała słyszałam już dawno temu, kiedy moja współlokatorka jeszcze za czasów studenckich miała kilka ich produktów w swojej kosmetyczce. Mimo że moja miłość do kosmetyków już wtedy dość solidnie kiełkowała, jakoś nie czułam potrzeby zgłębienia tematu, aż do niedawna.

Podczas lutowego spotkania blogerek w moje ręce wpadł kojący żel myjący EcoSkin Care, który baaaardzo długo czekał na swoją kolej, ale jak już się doczekał, zaczął wzbudzać wyłącznie moje zachwyty. Wg producenta jest to bardzo delikatny żel do mycia twarzy o właściwościach nawilżających, idealny do delikatnej, nadwrażliwej i skłonnej do podrażnień skóry twarzy i szyi.

INCI: Aqua/Water, Glycerin, Hydroxyethylcellulose, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Polymnia, Sonchifolia Root Juice, Maltodextrin, Lactobacillus, Glyceryl Laurate, Cocamidopropyl Betaine, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum/Fragrance, D-Limonene, Linalool, Citronellol, Citral, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to bardzo wygodne opakowanie z przezroczystego plastiku, pozwalające kontrolować ilość produktu w butelce, które dodatkowo zamykane jest na zatrzask, co bardzo ułatwia sprawę obsługi. Drugi aspekt, który zwrócił moją uwagę, to przepiękny zapach, dzięki któremu sięgam po ten żel z prawdziwą przyjemnością. Trzecia kwestia to niesamowita łagodność. Żel jedynie delikatnie się pieni, co jest efektem braku w składzie substancji spieniających i drażniących jednocześnie, ale mimo wszystko solidnie myje. A z tego wszystkiego najbardziej zachwycające jest to, że skóra po umyciu jest czysta, gładka i nieściągnieta ani o jotę! Uczucie to jest naprawdę trudne do opisania, trochę tak, jakby umyć twarz solidnie nawilżającym kremem ;).


Kosmetyk przypadł mi do gustu do tego stopnia, że po zaledwie kilku użyciach udałam się na stronę producenta w poszukiwaniu innych cudów. Ceny produktów są dość różne, za 200 ml żelu musimy zapłacić ok. 40 zł. Sądzę jednak, że warto, bo za tę sumę otrzymujemy naprawdę wysokiej klasy profesjonalny kosmetyk pielęgnacyjny.

A Wy znacie Bandi? Może jesteście w stanie polecić mi ich naprawdę godne uwagi produkty?



sobota, 25 maja 2013

Rossmannowe łupy

Większość blogerek pokazała swoje rossmannowe zdobycze, to i ja nie będę gorsza ;). Promocje -40% na niemalże wszystkie produkty to ja rozumiem, a nie jakieś zrób zakupy za 200 zł, a my Ci damy 20% zniżki. Moje zakupy podyktowane były chęcią zrobienia zapasów moich ulubionych produktów po niższej cenie oraz naglącą potrzebą wynikającą z niespodziewanego denka.

All time favourites:

- Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Ziaja (nie zliczę, ile zużyłam butelek!)

- False Lash Effect Mascara od Max Factor (najulubieńsza, ale kupuję ją tylko w promocyjnych   cenach)

- Korektor Healthy Mix od Bourjois (idealnie zastępuje mi niedostępne u mnie MACzki, no i jest tańszy, a tak samo skuteczny i wydajny)

- Dream Matte Powder od Maybelline (uwielbiam, ale muszę przyznać, że stosunek pojemności do ceny regularnej nie wypada zbyt korzystnie)


Nowości w kosmetyczce:

- Podkład Lasting Performance od Max Factor (zdenkowałam Revlon Colorstay, a LP zawsze chciałam spróbować i tym to sposobem nadarzyła się świetna okazja)

- Krem pod oczy dermo face provivo 35+ tołpa (skończył się mój ukochany GlySkinCare i jakoś nie mogę się zebrać do złożenia zamówienia na kolejny, o tołpie słyszałam natomiast wiele dobrego, 35+ jeszcze nie jestem, ale skórę pod oczami mam wymagającą, więc myślę, że będzie w sam raz, zobaczymy)


Promocja trwa do 29 maja, więc macie jeszcze sporo czasu, by z niej skorzystać. Wiem, że wiele z Was już skorzystało ;D. Pochwalicie się, co Wam wpadło do koszyka?



niedziela, 19 sierpnia 2012

Zmywam się ;)

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat o kilku kosmetykach do demakijażu marki Lirene, które ostatnio miałam przyjemność testować.

Do ostatniej kropelki zdążyłam już zużyć tonik odświeżająco-matujący do cery mieszanej i tłustej (cena: 14,99 zł, 200 ml). Tonik przeznaczony jest dla osób ze skórą skłonną do zanieczyszczeń i rozszerzonymi porami, czyli idealny dla mnie. Specyfik dzięki zawartości szałwii ma działać antybakteryjnie i odświeżać skórę, dzięki obecności kwasu salicylowego również działać mikrozłuszczająco i ściągająco.


W moim odczuciu tonik cudów nie czyni, ale nie mam mu również nic do zarzucenia. Jest to dla mnie kosmetyk wykańczający demakijaż. Zbiera ostatnie zanieczyszczenia, których nie usunął płyn micelarny i żel do twarzy. Tonik zawiera alkohol, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Nic mnie nie podrażniło, nie przesuszyło, ot przyzwoity produkt.


Zdecydowanie bardziej przypasował mi jednak kolega w przezroczystej butelce, czyli tonik oczyszczająco-nawilżający (cena: 11,99 zł, 200 ml). Przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Usuwa pozostałości makijażu i przywraca skórze naturalną równowagę kwasową. Zawiera ekstrakt z ogórka i aloesu, który nawilża i rozjaśnia naskórek.


Jako wykończenie demakijażu ten tonik sprawdza się świetnie. Przyjemnie pachnie, jest naprawdę łagodny i odnoszę wrażenie, że faktycznie oczyszcza i nawilża, tak jak obiecuje producent. Niby nie zawiera alkoholu, ale ja widzę Benzyl Alcohol w składzie. Czy to znaczy, że alkoholu benzylowego nie zalicza się do alkoholi?Specem nie jestem, ale nazwa wydaje się jednoznaczna... Mimo wszystko myślę, ze jest to produkt, który ma szansę na dłużej zagościć na mojej łazienkowej półce.


Na koniec kosmetyk, z którym na pewno się nie polubię, czyli mleczko oczyszczające do demakijażu twarzy i oczu (cena: 11,99 zł, 200 ml). Produkt przeznaczony jest do każdego typu cery. Ma usuwać makijaż, nawilżać, odżywiać i wygładzać. Ekstrakt z lipy działa kojąco, z arniki górskiej wyrównuje koloryt i wzmacnia naczynia krwionośne.


Osobiście mleczka do demakijażu omijam szerokim łukiem. Oczyszczanie najczęściej jest bardzo marne, dodatkowo na twarzy pozostaje film, który, mam wrażenie, zatyka mi wszystkie pory i zamiast poprawiać stan cery, tylko go pogarsza. Tak jest i z tym produktem. Fanki mleczek być może będą zadowolone, ja spróbowałam kilka razy, ale bez zadowalających efektów, w związku z czym kosmetyk najprawdopodobniej powędruje w świat.



A Wy czym się zmywacie? ;)




niedziela, 28 sierpnia 2011

Zaciskamy pasa cz. 2

W ramach oszczędności, zamiast kupować tonik La Roche-Posay z serii Effaclar za ok. 40 zł, postanowiłam zaopatrzyć się w ogórkowy tonik Ziaja za ok. 7 zł. Moja decyzja podyktowana była z jednej strony chęcią zatrzymania 33 zł w kieszeni, z drugiej strony dobrymi opiniami, które czytałam o tym produkcie na blogach, i tym samym czystą, babską ciekawością.

Aby zobaczyć skład, wystarczy powiększyć zdjęcie, klikając na nie :)))
Myślę, że każdy się ze mną zgodzi, jeśli powiem, że tonik jest naprawdę tani jak barszcz. Za sumę kilku złotych dostajemy 200 ml produktu, który przy tym jest dość wydajny. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry normalnej, tłustej i mieszanej i wielu z pewnością ucieszy fakt, że w przeciwieństwie do wielu produktów tego typu nie zawiera w sobie ani grama alkoholu, w składzie nie znajdziemy również parabenów. Tonik ma odświeżać i nawilżać i myślę, że swoje zadanie spełnia przyzwoicie. Ma przyjemny, jak sama nazwa wskazuje, ogórkowy zapach i całkiem nieźle koi skórę. W moim subiektywnym odczuciu dość kiepsko jednak radzi sobie z zanieczyszczeniami, co wyraźnie widać po waciku. Tonik ten ani nie polepszył, ani nie pogorszył stanu mojej cery, ostateczne dochodzę jednak do wniosku, że produkty z pewną dozą alkoholu chyba służą jej lepiej. Póki jednak jestem w fazie kosmetycznego zaciskania pasa, ogórkowy tonik Ziaja w zupełności mi wystarcza :))).

A może Wy polecicie mi coś naprawdę godnego uwagi za rozsądną cenę? Czekam na propozycje ;))).

P.S. Nie zapomnijcie wziąć udziału w rozdaniu! Jeszcze tydzień czekam na Wasze zgłoszenia. Aby poznać zasady wystarczy kliknąć ikonkę "Giveaway Time" po prawej stronie ;)))




niedziela, 21 sierpnia 2011

Zaciskamy pasa cz. 1

Jako że we wrześniu wybieram się na urlop, który wymaga oczywiście pewnego nakładu finansowego, wszędzie szukam oszczędności. Ostatnimi czasy znacznie ograniczyłam kupowanie kolorówki, pech chciał jednak, że jak na złość wszystkie produkty pielęgnacyjne zaczęły mi się kończyć w tym samym momencie. W związku z tym, chcąc przyoszczędzić na kosmetykach, zaczęłam poszukiwać ich tańszych odpowiedników.


Zaczęło się od płynu micelarnego. Będąc w Rossmannie, przypomniały mi się pochlebne opinie wielu blogerek na temat micela Bourjois Micellar Cleansing Water, a że na półce stała wielka butla (250 ml) za ok. 13 zł, to dałam się skusić.
Skład: Aqua, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Poloxamer 184, Coco-Glucoside, Phenoxylethanol, Tetrasodium Edta, Sodium Methylparaben, Citric Acid, Propylene Glycol, BHT, Nymphea Alba Root Extract
Jak wrażenia? Otóż jest to kosmetyk całkiem przyzwoity, choć moim skromnym zdaniem nieco odstaje od produktów marek takich jak La Roche-Posay, Bioderma czy Vichy. Ze zmywaniem resztek makijażu nieźle sobie radzi, choć w ostatecznym rozrachunku jednak trochę gorzej niż produkty wyżej wymienionych firm aptecznych. Bourjois Micellar Cleansing Water oczyszcza bardziej powierzchownie, co widać nawet po waciku, na którym zmytego z twarzy make-up`u jest jakby mniej. Nie jestem w stanie określić, jak płyn radzi sobie z demakijażem oczu, bo do tego celu wiernie używam dwufazowej Ziaji, sądzę jednak, że z wodoodporną maskarą mógłby mieć problemy.

Summa summarum z produktu jestem zadowolona, w moim przypadku spełnia swoje zadanie wstępnego demakijażu, jego powierzchowne oczyszczanie nie ma dla mnie aż tak dużego znaczenia, bo twarz zawsze dodatkowo traktuję żelem i tonikiem. Na pewno będę po niego sięgać w sytuacjach jak teraz, kiedy mój budżet jest nieco ograniczony, w razie przypływu gotówki powrócę jednak do miceli aptecznych.

A Wy dostrzegacie różnicę?




poniedziałek, 30 maja 2011

Moje trzy grosze. . .

Płyn micelarny Vichy Normaderm recenzowany był już na wielu blogach kosmetycznych. Przyszła wreszcie pora, żebym i ja dorzuciła na jego temat moje trzy grosze... ;)))
Przyznam, że serię Normaderm bardzo lubię, kilka pochodzących z niej produktów naprawdę dobrze mi służy. Już od dobrych kilku lat stosuję krem Normaderm do skóry z niedoskonałościami i muszę powiedzieć, że od tego czasu nie znalazłam żadnego innego produktu, który tak świetnie radziłby sobie z zaczerwienieniami i nierównościami na mojej skórze (zdaję sobie jednak sprawę, że u wielu osób kosmetyk ten kompletnie się nie sprawdza - można go uwielbiać, albo nienawidzić). Uwielbiam również puder fiksujący Vichy Dermablend do skóry problematycznej, który umieściłam nawet na liście moich TOP 10 kosmetyków (KLIK).
Nasuwa się Wam pewnie pytanie, czy w takim razie polubiłam i płyn micelarny, który ma za zadanie oczyszczać skórę z zanieczyszczeń, sebum, makijażu, a także koić skórę. Otóż przyznam, że nie wiem...

Płyn stosuję do wstępnego demakijażu twarzy, usuwam nim wierzchnią warstwę make-up`u, później myję twarz dogłębnie odpowiednio dobranym żelem. Jako taki "wstępniak" produkt sprawdza się bardzo dobrze, nie stosuję go jednak do demakijażu oczu, gdyż po pierwsze do tego celu świetnie służy mi niezastąpiona dwufazowa Ziaja, po drugie zużycie produktu byłoby wtedy, moim zdaniem, zbyt duże, cena zaś do najniższych nie należy (koszt to ok. 40 zł za 200 ml). Płyn bardzo dobrze radzi sobie z pudrem i podkładem, skóra po użyciu jest miękka i sprężysta, jednak nie napięta. To się chwali!

Podsumowując, muszę jednak powiedzieć, że z wieloma płynami micelarnymi miałam już do czynienia (La Roche-Posay z serii Effaclar, BIODERMA Sebium H2O, Ziaja z serii Sopot Spa)  i przyznam, że Vichy Normaderm nie wyróżnia się wśród nich jakoś szczególnie. Jest to po prostu porządny kosmetyk, który zasługuje na miejsce ex aequo z innymi produktami tego typu wiodących marek na rynku. Micele w mojej kosmetyczce goszczą już od dawna i z pewnością prędko jej nie opuszczą, przy doborze będę się jednak w pierwszej kolejności sugerować aktualną ceną, nie zaś marką ;))).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...