Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OPI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OPI. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2013

Butterfly Moment


Mój gust lakierowy ulega ostatnio zdecydowanej zmianie. Nietypowe kolory poszły w odstawkę na rzecz klasycznych czerwieni i róży. 

Jednym z moich ulubionych odcieni jest Butterfly Moment z kolekcji Mariah Carey zakupiony na targach w Poznaniu (30 zł za 15 ml).


Takiego koloru w swoich zbiorach jeszcze nigdy nie miałam. Jest to pudrowy róż z delikatnie perłowym połyskiem. Obok Malaysian Mist mój zdecydowany hit na wiosnę. 


Obsługa tego opika jest wyjątkowo przyjemna. Już pierwsza warstwa w pełni pokrywa płytkę. Ja standardowo daję dwie dla pogłębienia koloru, a całość utrwalam Seche Vite. Trwałość w zależności od wykonywanych prac domowych od 3 do 5 dni. 


A Wy jakie odcienie preferujecie wiosną? 




poniedziałek, 15 kwietnia 2013

I think peach pink!


Pozostaję w temacie paznokci i prezentuję dzisiaj mój najnowszy nabytek targowy, czyli OPI Malaysian Mist  z The Classic Collection. Co tu dużo mówić, uwielbiam ten delikatny brzoskwiniowy odcień!  


Lakier jest dość transparentny, aby uzyskać pełną głębię koloru potrzeba 3 warstw. To zazwyczaj dyskwalifikuje u mnie produkty tego typu, ale Malaysian Mist nakłada się bardzo dobrze, bo ma półżelową konsystencję, dzięki czemu też dość szybko schnie. Jeśli życzymy sobie delikatnego, mleczno-różowego efektu wystarczą 1-2 warstwy. 


Ostatnio obserwuję u siebie odejście od nietypowych, rzucających się w oczy kolorów na rzecz odcieni idących w kierunku klasyki. Chyba dojrzewam z wiekiem ;). Malaysian Mist to mój zdecydowany codzienny ulubieniec. 


A Wam jak się podoba? Hot or not?




niedziela, 14 kwietnia 2013

Ruffian

Długo się zastanawiałam, z czym by tu ugryźć Goldeneye od OPI. Takie "bling, bling" w czystej postaci to zdecydowanie zbyt dużo jak na moje gusta. W końcu postanowiłam spróbować z ruffianem i... przepadłam!


Kombinacja dwóch kolorów - OPI Goldeneye właśnie i Catrice Clayton My Hero - to ostatnio moja ulubiona wariacja na temat paznokci. Złoto stanowi idealne tło dla brudnoszarego brązu z mikroskopijnym złotawym pyłkiem.


Wykonanie takiego mani bez wątpienia wymaga odrobinę cierpliwości, ale w gruncie rzeczy jest łatwiejsze, niż może się wydawać. Ja nałożyłam dwie warstwy OPI, następnie odręcznie jedną warstwę Catrice i wszystko razem przykryłam Seche Vite. Pewnie nie jest to ruffian idealny, ale mimo to zbiera wiele komplementów od otoczenia. Taki manicure ma też jedną ważną zaletę - bardzo długo trzyma się na paznokciach, co dla mnie i ostatnio mojego wewnętrznego lenia jest rozwiązaniem idealnym :).

A Wy lubicie ruffiany? 



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Targi, targi i po targach...

Tak to już jest, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Ani się obejrzałam a targi i kolejne spotkanie wielkopolskich (i nie tylko) blogerek (i blogera ;)) już za mną. W pierwszej kolejności serdeczne podziękowania należą się MPT, które nie dość że zapewniły nam darmowe wejściówki, to jeszcze ugościły nas po królewsku, udostępniając salę konferencyjną i organizując poczęstunek.

Jeśli zaś chodzi o targi per se, to niestety przyznam, że miałam większe oczekiwania. Liczyłam przede wszystkim, że wystawców będzie więcej, że będą to zarówno znane jak i nieznane marki, że stoiska i ceny będą bardziej zachęcające. Tymczasem całość była ograniczona do zaledwie dwóch pawilonów, ścisk był spory, dominowały marki, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, głównie profesjonalne i salonowe. Stoiska były dość ciasne i nierzadko trzeba było przepychać się łokciami, żeby cokolwiek zobaczyć. Taki to już jednak chyba urok targów po prostu. W końcu nie są one nastawione na przeciętną Annę Kowalską, która chce zrobić zakupy po okazyjnych cenach, ale na profesjonalistów, którzy wykorzystują takie okazje do zapoznania się z nowinkami, do rozmów biznesowych i nawiązywania nowych kontaktów.

Generalnie cieszę się, że miałam możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu i chętnie zjawię się tam za rok, choćby żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło ;).

Poniżej kilka zdjęć pstrykniętych podczas buszowania wśród kosmetyków, ze spotkania i łupów oczywiście :D (kliknijcie, żeby powiększyć).












niedziela, 18 listopada 2012

Pięciu szpiegów

Fanką Bonda nigdy nie byłam i już chyba nie zostanę. Mało którą część obejrzałam w całości, bo najczęściej gdzieś w połowie gubiłam wątek. Na Skyfall do kina poszłam, a jak, ale po bardzo wczesnej pobudce i ciężkim dniu pracy... (tylko proszę, nie bijcie! :D) przespałam niemalże cały seans. Zdarzyło się to Wam kiedyś? Wstyd się przyznać, ale mi niejeden raz ;P.

Tradycją już chyba się stało, że z okazji większych produkcji filmowych OPI wypuszcza na rynek kolekcję lakierów. Tak też się stało w przypadku Skyfall. Gdyby nie zaoferowano mi kilku do testów, pewnie przeszłabym koło nich obojętnie, bo nie przepadam za bling, bling na paznokciach. Powiem Wam jednak, że to byłby spory błąd!


Trafiło do mnie 5 odcieni: (od lewej) The Spy Who Loved Me, Tomorrow Never Dies, Die Another Day, Goldeneye i The World Is Not Enough. Nie z każdym polubiłam się jednakowo, ale trzech szpiegów pokochałam miłością głęboką.


The World Is Not Enough powędrował na paznokcie w pierwszej kolejności. W srebrzysto-brązowawej bazie zatopione są różnokolorowe mikrodrobinki. Lakier daje niebanalne metaliczne wykończenie, którego kolorystyka zmienia się w zależności od padającego światła. Jak dla mnie cudo!

The Spy Who Loved Me przykuł moją uwagę jako drugi. Jest to piękna, soczysta czerwień. Baza ma żelkową formułę, więc bajecznie się rozprowadza i szybko schnie. Wisienkę na torcie stanowią jednak zatopione w lakierze złote drobinki. Efekt jest powalający! Odcień aż krzyczy: "Boże Narodzenie jest tuż, tuż" ;).
Die Antoher Day to kolejna czerwień, tym razem w wykończeniu frost. W odróżnieniu od The Spy Who Loved Me jest bardziej jesienna, miedziano-pomidorowa. Idealnie komponuje się z ubraniami w kolorze szmaragdowej zieleni. I tutaj aplikacja oraz czas schnięcie nie pozostawiają nic do życzenia, pomimo frostowego wykończenia pociągnięcia pędzlem są niemalże niewidoczne. Lubię go!


Goldeneye to prawdzie bling, bling. Jak słusznie zauważyła kosodrzewina o wiele lepiej pasowałaby do niego nazwa Goldenfinger ;). Jest to złoty brokat zatopiony w bezbarwnej bazie, który po trzech warstwach daje wykończenie foil. Jak dla mnie małe rozczarowanie. Życzyłabym sobie, żeby drobinek było mniej, wtedy lakier idealnie nadawałby się do layeringu. A tak za bardzo nie mam na niego pomysłu...


Tomorrow Never Dies najmniej przypadł mi do gustu. Na zdjęciu to indygo wpadające w granat, w rzeczywistości lakier ma bardziej fioletowy odcień. Wykończenie, jak widać na załączonym obrazku, to frost. Osobiście kompletnie nie czuję się w takich odcieniach, w związku z tym, jeśli któraś z Was ma na niego ochotę, niech napiszę o tym w komentarzu. Wśród zainteresowanych rozlosuję lakier w przyszłą niedzielę (25.11.2012). Szkoda, żeby marnował się w mojej kosmetyczce :).

W przypadku wszystkich lakierów aplikacja była bezproblemowa, czas schnięcia nawet bez topa ekspresowy, z trwałością bywało już różnie (od 2 do 4 dni).

Lakiery możecie zakupić na stronie kupkosmetyk.pl. Za zakup powyżej 200 zł przesyłka jest gratis.

Koszt lakieru to ok. 40 zł. Całkiem sporo! Osobiście życzyłabym sobie, żeby OPI w Polsce zastosowało taką samą politykę co Essie, czyli weszło do tańszych drogerii za niższą cenę. Konkurencja potrafiła zejść z ceny 49 zł w Douglasie do 35 zł (a niekiedy nawet 25 zł!) w Super-Pharm. Widać więc, że jak się chce, to można. Zakładam, że i popyt byłby wtedy znacznie większy i nie trzeba by szukać tych lakierów na allegro, ebay, czy w sklepach internetowych zza kałuży.

Co sądzicie?



czwartek, 25 października 2012

A jednak słowo ciałem się stało... :)

Jakiś czas temu krążyły w internecie słuchy o polskiej kolekcji OPI. Wydawało się nieprawdopodobne, aby tak znamienita marka zainteresowała się naszą niepozorną Polską. A jednak...

Plotki nie potwierdziły się w 100%, bo OPI nie postawiło wyłącznie na naszą ojczyznę, ale na całą Europę Centralną i już wkrótce ukaże się kolekcja Euro Centrale, a w niej cztery lakiery o polskiej nucie.

Co się będę rozpisywać, popatrzcie na pierwsze zdjęcia kolekcji :D

Źródło: Facebook
 Od lewej:

1. Polka.com
2. Vant to Bite My Neck? (cudo!)
3. I Saw... U Saw... We Saw... Warsaw (muszę go mieć!)
4. OPI... Eurso Euro
5. Can`t Find My Czechbook (me likey)
6. You`re Such A BudaPest (me likey 2)
7. My Paprika Is Hotter Than Yours
8. Suzi`s Hungary AGAIN!
9. Hands Off My Kielbasa! (będzie mój! kiełbasy u OPI ostatnio w modzie ;P)
10. A Woman`s Prague-ative
11. OY - Another Polish Joke! (nazwa pasuje do takiego żółtka, ale kolor raczej nie mój ;))
12. My Vampire is Buff (wygląda co najmniej intrygująco)

Jestem mega podekscytowana, bo cenię sobie markę i czuję się połechtana polskimi akcentami ;P. Na pewno kilka kolorów nabędę, choćby celem upamiętnienia tej historycznej chwili ;).

A Wam jak się podoba kolekcja?



niedziela, 23 września 2012

Berlin There, Done That

Wreszcie udało mi się obfocić mój drugi lakier z OPI German Collection - Berlin There Done That. Nazwa nawiązuje do popularnego angielskiego powiedzonka "Been there, done that" i w tym przypadku wydaje się być bardzo trafna, bo kolor jest dość wtórny i mu podobnych "błotek" na rynku jest aktualnie całkiem sporo.



Odcień to chłodny brąz z domieszką szarości i kapką fioletu, której na zdjęciach niestety nie widać. Mimo że nie jest to może jakoś szczególnie oryginalny kolor, ja go uwielbiam i lakierów w tej tonacji mogłabym mieć na pęczki (a mam może ze 3, więc jeszcze długa droga przede mną ;).



W porównaniu do My Very First Konockwurst konsystencja Berlin There Done That jest wprost bajeczna. Lakier jest zdecydowanie rzadszy, dzięki czemu o wiele łatwiej się nakłada, równomiernie rozlewa się po płytce i nie smuży. Jedna warstwa jest już w zasadzie kryjąca, ale ja standardowo preferuje dwie cienkie, bo wtedy lakier zyskuje na trwałości. Jestem zachwycona i razem z My Very First... będzie to zdecydowanie mój jesienno-zimowy hit.

Przy okazji chciałabym podzielić się z Wami moim nowym odkryciem. Pod postem poświęconym Merz Spezial jedna z czytelniczek wspomniała, że za zły stan paznokci może odpowiadać zmywacz z Isany, którego ja do tej pory namiętnie używałam. Stan moich skórek był często opłakany a powierzchnia płytki bardzo przesuszona, więc będąc w Rossmannie, postanowiłam wypróbować coś innego. Moją uwagę przykuł zmywacz do paznokci w żelu z olejkiem z zielonej herbaty i wit. E tajemniczej marki Ewa Schmitt (cena: ok. 9 zł).


To była miłość od pierwszego użycia. Żel bardzo dobrze usuwa lakier, nie śmierdzi (!) i co najważniejsze wcale nie wysusza skórek. Paznokcie, które widzicie na zdjęciach przez ok. 2 tygodnie traktowane były zmywaczem średnio co drugi dzień bez stosowania jakiejkolwiek oliwki. Ich stan oceniam naprawdę jego bardzo dobry i kolejny raz jestem szczerze zachwycona!


Wadą tego produktu jest bez wątpienia dość wysoka cena za stosunkowo niewielką pojemność. Nad żelem na waciku czasami trudno jest również zapanować i lubi on sobie gdzieś skapnąć, ale na szczęście dla tkanin jest kompletnie niegroźny i pomimo wad szczerze Wam go polecam. A może już znacie ten produkt?



środa, 5 września 2012

Kiełbasy, parówki i inne wursty ;)

To już oficjalne! Bez Seche Vite lub innego przyspieszacza wysychania nie potrafię malować paznokci. Nie mam cierpliwości, żeby czekać, aż lakier wyschnie, a nawet kiedy wydawałoby się, że jest już suchy, zawsze przytrafią mi się jakieś odciski. Ostatni SV mi kompletnie zgluciał, dlatego tak długo zwlekałam, żeby pokazać Wam nowe skarby w kolekcji. Dzisiaj przyszedł wreszcie "pachnący" świeżaczek i mogę w końcu zaprezentować gwiazdę ostatnich dni, czyli My Very First Knockwurst z OPI German Collection.


Kolor jest naprawdę nietuzinkowy - pastelowy róż z kapką szarości, który naprawdę kojarzy mi się z wnętrzem kiełbasy względnie parówki ;). Dzięki tej odrobinie szarości odcień moim zdaniem świetnie wpasuje się w jesienną aurę, która pomału daje nam o sobie znać. Jest to dodatek idealny do moich ukochanych szarych swetrów :))).


O ile odcień jest jak dla mnie idealny, to malowanie jest małym koszmarkiem. Lakier jest gęsty, nakłada się grubą warstwą, która schnie całe wieki, ponadto My Very First... lubi nierównomiernie rozlewać się po płytce, w związku z tym bez SV się nie ujedzie, ale i tak go lofciam :D.


A Wam jak się podoba?


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Deutsch you want us?

Są, są! Moje germańskie OPIki! Szły do mnie całe wieki, ale wreszcie się doczekałam :D Tej kolekcji ze względu na moją miłość do języka niemieckiego po prostu nie mogłam sobie odpuścić ;). Zdecydowałam się na dwa nudziako-zwyklaki:


Pełna prezentacja bez wątpienia nastąpi niebawem ;). Do zamówienia dołączony był próbnik, dzięki czemu mogę zaprezentować Wam całą kolekcję:


Moim zdaniem zaproponowane odcienie tyłka nie urywają i w zasadzie (poza nazwami, które uważam za rewelacyjne) z Niemcami kojarzą się słabo. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że jest to kolekcja jesienna, to poszczególne niuanse kolorystyczne zdecydowanie zyskują na atrakcyjności. W sumie chętnie przygarnęłabym jeszcze tę ni to zieleń, ni to musztardę Don`t Talk Bach to Me i czarniawy grafit Nein! Nein! Nein! Ok Fine!

Lakiery z German Collection można kupić w sklepie internetowym Victoria`s Beauty, na którego serwisie ja niestety mocno się zawiodłam.. Long story short, kiedyś lakiery wysyłane były z Polski i docierały w przeciągu 2-3 dni roboczych, teraz firma wysyła z USA, co znacznie wydłuża czas dostawy. Co lepsze, podczas składania zamówienia nigdzie nie pojawia się informacja, skąd nadawana będzie przesyłka. Zaznaczyłam dostawę InPostem i możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy dostałam numer trackingowy przesyłki od USPS (United States Postal Service). Pełna złości wysmarowałam maila, na co dowiedziałam się, że firma zrezygnowała z usług magazynu w Polsce ze względu na naruszenia. Jest to dla mnie w pełni zrozumiałe, ale dlaczego na stronie nie pojawia się info, że przesyłka będzie nadawana ze Stanów? Moim zdaniem jest to ewidentne wprowadzanie klienta w błąd. Obskubane etykiety na lakierach też budzą mój lekki niesmak... Do tej pory naprawdę byłam zadowolona z ich serwisu, ale w tym momencie nasze drogi się rozchodzą... Nie chciałabym Wam odradzać zakupów w tym sklepie, bo oferta jest ciekawa, słowa te piszę głównie ku przestrodze tych, którzy nie lubią niespodziewanych przesyłek zza oceanu.

Wracając do tematu, przygarnęłybyście któryś z odcieni? A może niemieckie klimaty kompletnie Was nie ruszają? ;)

Bis bald!


niedziela, 20 maja 2012

"Śledzik" ;)))

Nadszedł czas na ostatnią miniaturkę OPI z kolekcji holenderskiej. I Have a Herring Problem, czyli po prostu "śledzik" to piękny odcień szarości ze sporą domieszką niebieskiego. Baza jest kremowa, całości zaś dopełniają srebrne drobinki, widoczne zarówno w buteleczce jak i na paznokciu.


Moje uczucia w stosunku do tego koloru początkowo były bardzo ambiwalentne. Na zdjęciach promocyjnych i w opakowaniu najpierw mnie zachwycił, po pierwszej aplikacji wzbudził lekkie rozczarowanie, bo odcień wydał mi się mało wiosenny (no i te nieszczęsne drobinki...), ale teraz z powodzeniem mogę powiedzieć, że to mój ulubieniec z całej czwórki (pozostałą trójkę możecie zobaczyć tutaj, tutaj i tutaj). Kolor jest moim zdaniem niebanalny (głównie dzięki zawartości owych nieszczęsnych drobinek ;)) i naprawdę fajnie komponuję się z wiosennymi ciuchami. Nazwa jak dla mnie jest również strzałem w 10, bo w słońcu lakier mieni się niczym prawdziwa "śledziowa" łuska.

I co myślicie? Wiosenne hot or not? :)))


wtorek, 1 maja 2012

Lakierowa majówka :)))

Za oknem niemalże lato, więc na paznokciach musiał zagościć typowo letni kolor. Wciąż zaprzyjaźniam się bliżej z OPIkami z holenderskiej kolekcji. Tym razem na celownik wzięłam fuksję Kiss Me on My Tulips.


Odcień bardzo letni, fajnie ożywia niemalże każdy strój. W rzeczywistości prezentuje się nieco żywiej niż na zdjęciach. Pierwszą warstwę nakłada się rewelacyjnie i to wystarczy do pełnego pokrycia płytki, druga zostawia gdzieniegdzie widoczne prześwity. Myślę, że tego lata opróżnię buteleczkę do końca, co przy zaledwie 4 ml nie będzie jakimś wielkim wyzwaniem ;))).

A skoro jesteśmy przy lakierach, to pamiętajcie, by uważać, co stawiacie na pracującej pralce. Moja przy wirowaniu z prędkością 1000 obrotów, postanowiła urządzić sobie małą wędrówkę po łazience. Ogólnie nie miałabym nic przeciwko, ale na pralce stała cała torba lakierów, dla których nie znalazłam jeszcze stosownego miejsca po remoncie. W pewnym momencie na baczność postawił mnie huk lecących na podłogę butelek. Musiałam pożegnać się z OPIkiem Polar Bare, którego pokazywałam tutaj i Catrice Meet Me at Coral Island, którym pomalowałam paznokcie raz i nawet nie miałam jeszcze okazji pokazać go na blogu. Tak się prezentuje obraz nędzy i rozpaczy...


Bye, bye OPI :(((.

A Wam zdarzają się takie kosmetyczne katastrofy?


wtorek, 10 kwietnia 2012

Uwaga CZERWONE!

Kolejny lakier z kolekcji holenderskiej Red Lights Ahead... Jest to odcień żywej czerwieni z pomarańczowymi tonami. Owe pomarańczowe tony są raczej słabo widoczne, najwyraźniej ujawniają się w sztucznym świetle. 

Lubię takie odcienie, aczkolwiek kolor samw sobie wydaje mi się dość wtórny.Bardzo przypomina mi moją ulubioną czerwień od OPI Red My Fortune Cookie z Hong Kong Collection, z tym że RMFC ma wykończenie żelkowe, co czyni ten lakier naprawdę idealnym, RLA natomiast to typowy krem, który delikatnie smuży podczas aplikacji. Takich kolorów moim zdaniem w kolekcji jednak nigdy za wiele.


Muszę Wam powiedzieć, że bardzo polubiłam mini buteleczki od OPI. Pojemność jest idealna, jeśli chcemy przetestować lakier, lub jeśli lubimy mieć w swojej kolekcji różnorodne kolory. Nie musimy wtedy się obawiać, że produkt zestarzeje się, zanim zdążymy go zużyć. No i zawsze możemy kupić pełnowymiarową buteleczkę, kiedy naprawdę spodoba się nam dany kolor. Tycipędzelki wbrew pozorom całkiem dobrze spełniają swoją rolę, pomimo sporej płytki paznokcia nie miałam żadnych trudności z malowaniem.


A Wy jesteście zwolenniczkami dużych butli czy minibuteleczek? No i jak podoba Was się kolor? Hot or not? ;)



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...