Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2013

Klasyczny duet, czyli Nars Orgasm i Laguna

Nars to dla mnie już marka kultowa, nęcąca i pociągająca, głównie chyba z tego powodu, że u nas niedostępna. A szkoda, bo róże i bronzery tej firmy cieszą się bardzo dobrą opinią i w kręgach kosmetycznych uznawane są za jedne z lepszych i zdecydowanie wartych swojej dość wysokiej ceny (koszt duo to 41 USD).
Dzięki uprzejmości nissiax83 mogłam zaopatrzyć się w chyba najbardziej znany w blogosferze duet, czyli róż Orgasm i bronzer Laguna. Zamysł był nieco inny, bo pierwotnie miejsce Orgasmu miał zajmować odcień Deep Throat (swoją drogą skąd oni biorą te [porno]nazwy??? :D), był on jednak niedostępny i tak, chcąc nie chcąc, weszłam w posiadanie klasyki.
A klasyka prezentuje się naprawdę zacnie. W czarnym kartoniku znajduje się czarny kompakt z dużym lusterkiem, a pod folią zabezpieczającą mamy nasz duet (Orgasm: 5 g, Laguna: 4,7 g, wym.: 3x4,5 cm).
Oba odcienie są bardzo drobno zmielone i zbite, dzięki czemu podczas aplikacji produkt w zasadzie się nie kruszy i nie osypuje.
Laguna to ciepły odcień brązu z lekką poświatą. Na skórze wypada bardzo naturalnie, świetnie nadaje się do konturowania jak i do nadania skórze efektu muśnięcia słońcem. Orgasm określany jest natomiast jako brzoskwiniowo-różowy odcień ze złotym połyskiem. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że róż jest zbyt widoczny i błyszczący, co budziło trochę moje obawy, ale kolor okazał się w pełni trafiony. Nasycenie można stopniować i w gruncie rzeczy zależy ono od pędzla, którym nabieramy produkt.
Jestem bardzo zadowolona z prezentu, który sprawiłam sama sobie (z pomocą nissi oczywiście :*) i jeśli tylko będę miała okazję chętnie zainwestuję w inne odcienie, bo sądzę, że naprawdę warto.

Macie jakieś doświadczenia z kosmetykami Nars? Polecacie coś w szczególności?




wtorek, 10 grudnia 2013

Coffee kontra Teddy

Kredka do oczu to dla mnie kosmetyk nieodzowny. Rzadko rysuję kreski na górnej powiece, ale bez podkreślenia dolnej linii rzęs nie wyobrażam sobie makijażu. Konturówka idealna ma odcień ciemnego brązu, nie jest ani za twarda, ani za miękka, rysuje kreskę bez konieczności milionowych poprawek, długo się trzyma, urozmaicenie w postaci delikatnego połysku jest również mile widziane.

Długie miesiące służyła mi kredka MAC Eye Pencil w odcieniu Coffee, która ma się już ku końcowi. Byłam z niej bardzo zadowolona, choć może nie był to ideał. Do gustu przypadł mi szczególnie kolor - odcień ciemnego, chłodnego brązu, który łądnie podbija zieloną tęczówkę. Wbrew pozorom niełatwo jest taki znaleźć na drogeryjnych półkach. Rysik dość gładko sunie po powiece, trwałość jest również bez zarzutu, choć muszę zaznaczyć, że kreskę utrwalam przeważnie cieniem do powiek w podobnym odcieniu.

Aktualny egzemplarz z powodzeniem mogłabym zastąpić nowym w dokładnie tym samym kolorze, o już sprawdzonej formule, ale wtedy życie byłoby nudne ;). Spragniona nowości i nieznanego w swojej kosmetyczce Eye Pencil Coffee postanowiłam zastąpić Eye Kohl w odcieniu Teddy.




Jest to zdecydowanie cieplejsza wersja brązu o satynowym wykończeniu. Mimo że gustuję raczej w chłodnych odcieniach, ten wyjątkowo mi się podoba. Kolor jest dość uniwersalny i powinien dobrze się komponować z każdą tęczówką. Szczególnego uroku dodaje mu moim zdaniem wspomniany już połysk, który sprawia, że odcień jest trójwymiarowy i niejednoznaczny. Rysik ma optymalną strukturę, bardzo łatwo narysować nim jednolitą i precyzyjną kreskę, która na powiece utrzymuje się aż do chwili demakijażu.



Konturówki MAC to solidna inwestycja (Coffe: 64 zł, Teddy: 74 zł). Przez moją kosmetyczkę przewinęło się już wiele kredek i zdecydowanie najchętniej sięgam właśnie po te. Za ceną idzie jakość i duża wydajność. Jeśli więc jest to kosmetyk, po który sięgacie na co dzień, a jeszcze nie znalazłyście swojego ideału, może warto rozważyć zakup. Ze mną Teddy na pewno zostanie na dłużej :).





niedziela, 27 stycznia 2013

Makijaż z "Golaską" ;)

Bez obaw, golizny u mnie nie uraczycie ;), ale w obliczu sprzyjających okoliczności przyrody, czyli sporej ilości wolnego czasu i obecności dziennego światła (alleluja!) pokażę Wam, co zmalowałam dzisiaj z pomocą paletki Naked 2.
Całość prezentuje się mega prosto. Mimo całej mojej fascynacji kosmetykami w kwestii makijaży jestem trochę ograniczona, bo zawsze stosuje ten sam schemat: 

- jeden odcień na środek ruchomej powieki (YDK)
- mały twist w postaci dodatkowego koloru w wewnętrznym kąciku (Pistol)
- ciemniejszy odcień w załamaniu (Busted)
- jasny cień w wewnętrznym kąciku i do roztarcia górnej granicy (Verve)
- cielisty mat pod łukiem brwiowym jakich wiele (Foxy)
- eyeliner w żelu wzdłuż górnej linii rzęs (Catrice It`s Mambo Nr. 2)
- na dolnej powiece powtórka z rozrywki nałożona na kredkę (UD Bourbon)
- jedna warstwa tuszu do rzęs (MaxFactor 2000 Calorie)


Czy już wspominałam, jak bardzo uwielbiam tę paletkę? Pewnie jakiś tryliard razy i na razie zdania nie zmieniam! Wspomnę jeszcze tylko, że na buzi mam meteoryty, a zdjęcia nie były retuszowane. Widzicie ten aksamitny woal? Ja tam widzę :P




wtorek, 16 października 2012

Fokus na usta

Jak obiecałam, tak zrobiłam. Mam dziś do pokazania makijaż zmalowany kosmetykami z wrocławskich łowów. Jakość zdjęć na kolana nie powala, ale ja po prostu nie mam do tego drygu i za cud uznaję, że w ogóle cokolwiek udało mi się uchwycić ;).

No to raz, dwa, trzy... Magdalena patrzy :D



I w wersji "na okularnicę"...


Jestem w stanie przekonać się do tej czerwieni na sobie. Na pewno na większe wyjścia, nie wiem, czy na co dzień. Chyba mimo wszystko brakuje mi odwagi... Muszę jednak przyznać mało skromnie, że połączenie czerni oprawek z czerwienią ust szalenie mi się podoba :))).

Makijaż oczu jest prosty jak konstrukcja cepa: Patina na ruchomej powiece, brąz od Bell w zewnętrznym kąciku, załamaniu i wzdłuż dolnej linii rzęs, matowy beż w wewnętrznym kąciku i pod łukiem brwiowym, kreska żelowym eyelinerem w brązowym odcieniu.

Tak toto wygląda w zbliżeniu...


Ciekawa jestem, jaki jest Wasz stosunek do czerwonej szminki w ogóle i w szczególe. Hot or not?



poniedziałek, 16 stycznia 2012

Naturalnie (Sleek)

Zupełnie niespodziewanie jeszcze przed Świętami dostałam drobny podarunek od kuzynki z UK (Beatko, dziękuję!). W przesyłce znalazła się paletka Sleek AuNaturel. Strasznie się ucieszyłam, bo od dawna miałam na nią sporą chrapkę. Jako że dawno nie prezentowałam tutaj żadnego makijażu, chciałam Wam pokazać, co udało mi się dzisiaj rano zmalować.
Niestety nie dałam rady cyknąć fotek samej paletce. Myślę jednak, że jest Wam ona całkiem dobrze znana, bo już od kilku tygodni na wielu blogach można na jej temat czytać pochwalne peany ;).
Technika jest jak zwykle banalnie prosta, w tym makijażu podoba mi się jednak przede wszystkim połączenie kolorów, które mimo tego że są w ciepłej tonacji, dobrze komponują się z moją chłodną skórą. 

Make-up wykonałam w zaledwie kilku krokach:
1. Za bazę posłużył mi matowy cień w kolorze złamanej bieli "Nougat"
2. Na ruchomą powiekę nałożyłam dość jasny, błyszczący odcień "Taupe"
3. W wewnętrznym kąciku i pod łukiem brwiowym zastosowałam ciepły, zbliżony do koloru skóry kolor "Honeycomb"
4. W zewnętrznym kąciku i załamaniu powieki nałożyłam cień w kolorze brudnej, "mchowej" zieleni "Moss"
5. Granicę roztarłam za pomocą matowego, jasnego brązu o nazwie "Cappucino"
6. Wzdłuż linii rzęs pociągnęłam kreskę eyelinerem w żelu Catrice w odcieniu "It`s Mambo No. 2"

Easy, breasy, beautiful ;)))

Swoją drogą dziś stuknęło mi 28 wiosen... Od magicznej 18-stki minęła już cała dekada! :-O Chlip, chlip... Jedynym pocieszeniem jest "prezent", który postanowiłam sobie sprawić i który zamieszka ze mną już w ten weekend. Zdradzę Wam, że ma on cztery łapy i jest puchaty ;). Nie mogę się doczekać!!!


środa, 27 lipca 2011

Moja chwila prawdy...

... a więc innymi słowy Makeup Blogger Award



Zasady:
1. Napisz, kto przyznał Ci nagrodę.
2. Napisz 7 makijażowych faktów o sobie.
3. Przekaż nagrodę 15 innym blogerkom i poinformuj je o wyróżnieniu

Do zabawy zaprosiły mnie:
1. anetka, autorka bloga czarny-flamaster.blogspot.com
2. Viollet, autorka bloga viollet-na-obcasach.blogspot.com
3. Sonaille, autorka bloga sonnaille.blogspot.com


Czas spojrzeć prawdzie w oczy... :D


Fakt nr 1


Malować zaczęłam się dość wcześnie, bo mniej więcej w wieku 16 lat, długi czas jednak pojęcie o makijażu miałam raczej nikłe. Stosowałam podkład, ale nie potrafiłam znaleźć zastosowania dla pudru, różu i tym podobnych, makijaż oka polegający na połączeniu dwóch cieni był dla mnie niewykonalny, dlatego ograniczałam się głównie do czarnej kredki. W pierwszej fazie makijażowej przygody paciałam sobie nią całą górną powiekę, później podkreślałam dolną linię rzęs. Co ciekawe, aktualnie czarna kredka mogłaby dla mnie istnieć :))).
Fakt nr 2

O ile jestem w stanie obejść się bez kreski wzdłuż górnej linii rzęs, to nie wyobrażam sobie kompletnego makijażu bez podkreślenia dolnej (najczęściej kredką brązową lub w każdym innym odcieniu, rzadko jednak czarnym ;)). Dzięki temu moje dość małe oczy wydają się większe, bardziej otwarte, a ja czuję się dopełniona ;))).



Fakt nr 3

Nie cierpię malować się w łazience, najchętniej stawiam lusterko koło laptopa, przygotowuję wszystkie utensylia i włączam ulubiony serial. Jestem w stanie wstać sporo wcześniej, żeby móc obejrzeć ulubiony film w trakcie wykonywania makijażu. Kiedy z różnych powodów muszę zrezygnować z mojego rytuału, czuję straszny niedosyt :))).


Fakt nr 4


Bez podkładu, tuszu do rzęs i... lakieru do paznokci czuję się dziwnie naga. Nawet w pracy koledzy się dziwują, kiedy przychodzę w paznokciach "saute" ;))).


Fakt nr 5


Mimo uwielbienia dla ciemnych szminek w swojej kolekcji nie mam ani jednej. Uważam, że moje usta są zbyt małe i niekształtne, by podkreślać je w ten sposób. Soczyste odcienie pomadek - tak - ale tylko u innych. Dla równowagi za to w mojej kosmetyczce gości chyba każdy możliwy odcień "nude" :D.

Fakt nr 6


W stosunku do kosmetyków staram się być bardzo sprawiedliwa i wszystkie używać regularnie. Dla przykładu rzadko kiedy noszę ten sam makijaż przez dwa dni z rzędu. Nie cierpię, wprost nienawidzę, kiedy w kosmetyczce zalegają mi produkty, których nie używam, które kupiłam pod wpływem chwili lub które kompletnie się u mnie nie sprawdziły. Wolę je oddać lub nawet wyrzucić, niż patrzeć jak sobie leżą i nic nie robią...



Fakt nr 7

Nie potrafię zasnąć w makijażu, podobnie jak nie potrafię iść spać, nie umywszy wcześniej zębów. Od razu mam wrażenie, że wszystko klei się do poduszki, a moja twarz jest po prostu brudna. Choćbym była półprzytomna ze zmęczenie i zasypiała na stojąco, zawsze doczołguję się do łazienki i pozbywam się tego, co mam na twarzy.





 Tag przekazuję dalej (tutaj trochę nagnę zasady - wybaczcie!):

1. maus, autorce bloga cosrocewokowpadnie.blogspot.com
2. Urban Warrior, autorce bloga urbanstateofmind.blogspot.com
3. cammie, autorce bloga no-to-pieknie.blogspot.com
4. Siulce, autorce bloga siulka.blogspot.com
5. Smieti, autorce bloga smieti.blogspot.com

... oraz wszystkim tym, którzy mają ochotę wziąć w zabawie :))).


Bardzo jestem ciekawa, jak wygląda Wasza makijażowa chwila prawdy :D. Mamy coś wspólnego? Napiszcie! :)))

sobota, 23 lipca 2011

Jade`s Fortune

Nie byłabym sobą, gdybym podczas mojej ostatniej wizyty w Warszawie nie weszła do salonu MAC. Koniecznie na własne oczy chciałam zobaczyć letnią kolekcję mineralną. Dużo nowych produktów, ciekawe zestawienia kolorystyczne, ale oczywiście, jak można się domyślić, najciekawsze kąski już dawno były wyprzedane. Mimo to w oko wpadł mi jeden cień: Jade`s Fortune o przepięknym zielono-żółto-niebiesko-czarnych nitkach, które w połączeniu ze sobą dają bliżej niezidentyfikowany odcień o szarawo-niebieskawej bazie z zieloną poświatą i delikatnymi różowo-niebieskimi mikrodrobinkami ;))). Opis dość skomplikowany, ale na taki właśnie ów cień zasługuje, gdyż bez wątpienia jest nietuzinkowy. Zresztą zobaczcie same :))).
Jak się pewnie domyślacie, zdjęcie nie oddaje prawdziwego uroku tego odcienia. Choćbym się dwoiła i troiła, aparat nie jest w stanie uchwycić zmieniającego się jak kameleon koloru i migoczących w słońcu drobinek. Nie jest to może jakiś niesamowity "muszęmieć", ale wizualnie zarówno w pudełeczku i na oku cieszy wzrok. Poniżej makijaż z jego użyciem. Jade`s Fortune był jedynym cieniem, który wykorzystałam do jego wykonania.
I co sądzicie? Hot or Not? ;)))

niedziela, 22 maja 2011

Podaruj mi trochę słońca...

Co powiecie na kolejny makijaż? Słońce wyszło, temperatura wreszcie wzrosła, więc tak mnie jakoś naszło na słoneczny make-up ;))). Poza tym po obejrzeniu filmiku jednej z moich ulubionych, niemieckich guru na YouTube xKarenina zachciało mi się makijażu z wykorzystaniem niemalże zapomnianego przeze mnie cienia Paradisco.
Oto, co zmalowałam sobie na powiekach:
Tak prezentują się użyte przeze mnie cienie:
A tak wykonałam makijaż:
1. MAC Ricepaper na 2/3 ruchomej powieki, w zewnętrznym kąciku oka oraz delikatnie wzdłuż lini nosa
2. MAC Paradisco w zewnętrznym kąciku oka oraz w załamaniu
3. MAC Soba ponad załamaniem powieki
4. Inglot 353 w odcieniu skóry pod łuk brwiowy
5. Kredka Avon Superschock w odcieniu Bronze wzdłuż górnej i dolnej linii rzęs
6. Tusz essence Multi Action

I jak Wam się podoba?:)))

sobota, 30 kwietnia 2011

Berlin rocks!

W pierwszej kolejności chciałam podziękować za tak liczny odzew pod ostatnim postem, schlebia mi bardzo, że w jakiś sposób liczycie się z moją opinią. Wiele z Was zażyczyło sobie w pierwszej kolejności recenzji eyelinera w żelu z essence. Ucieszyło mnie to, bo produkt ten nie wymaga miesięcznych testów, żeby móc sobie wyrobić zdanie na jego temat :))). Eyeliner w mojej kosmetyczce gości od niedawna, ale w tym krótkim czasie zdecydowanie zdołał podbić moje serce :D. Po pierwsze jest śmiesznie tani (cena to 11,99 zł w Douglasie), po drugie ma piękny fioletowy kolor (ciepły odcień śliwki), po trzecie ma nazwę, której ja, fanka Berlina, po prostu nie mogłam się oprzeć (Berlin rocks) :))).
Z lewej zdjęcie w cieniu, z prawej w słońcu, zachęcam do oglądania zdjęć w powiększeniu, wtedy można zobaczyć, jak kolor pięknie się mieni :)))
Moim zdaniem produkt jest naprawdę niezły, stanowi całkiem dobrą alternatywę dla o wiele droższych kosmetyków tego typu marek takich jak MAC czy Bobbi Brown. Jest wystarczająco napigmentowany, aby narysować nim jednolitą kreskę, z pewnością dobrze sprawdzi się w roli bazy pod cienie w podobnym kolorze.

Jedyne, co odróżnia eyeliner z essence od produktów z górnej półki (poza ceną oczywiście), to konsystencja. Kosmetyk jest niezwykle miękki, co powoduje, że czasami na pędzlu ląduje go zbyt wiele i osobom niewprawnym w malowaniu kresek, może dodatkowo utrudniać tę czynność. Najlepiej nałożyć odrobinę na dłoń i dopiero później na pędzel, wtedy możemy być pewne, że nie zrobimy sobie na powiece niepotrzebnego i trudnego do naprawienia kleksa ;). Swoją drogą, liner z essence swoją konsystencją do złudzenia przypomina ten sam produkt z Catrice. W sumie nic dziwnego... w końcu to ten sam producent ;).

Tak prezentuje się mój dzisiejszy makijaż. Ot, taki zwyklak, ożywiony nieco fioletową kreską:

I jak Wam się podoba? Eyeliner oczywiście ;P

sobota, 16 kwietnia 2011

Mój pierwszy raz ;)

Wiele z Was sugerowało, abym zamieszczała na blogu makijaże i swatche cieni. Postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i w jednym poście zaprezentować Wam zarówno makijaż, jak i same cienie, których użyłam do jego wykonania. Jak Wam się podoba taki pomysł na posty? Z góry przepraszam za zdjęcia takiej sobie jakości, ale muszę jeszcze popracować nad sztuką robienia tzw. fotek "z ręki" ;).

A tak oto prezentuje się mój makijażowy pierwszy raz na blogu:
Do wykonania użyłam chyba wszystkich fioletowych cieni, jakie mam w swojej kolekcji :D Przyznam się bez bicia, że zazwyczaj przy 99 makijażach na 100 używam cieni MAC. Wśród setek kolorów, które MAC ma w swojej ofercie, znalazłam wreszcie "moje" odcienie, które najbardziej mi odpowiadają i to głównie je wykorzystuję w swoim codziennym makijażu. Ponadto, żadne inne cienie tak jak MAC nie odpowiadają mi pod względem komfortu noszenia. MACowych po prostu nie czuje się na powiece! Swatche prezentują się następująco:

A tak wykonałam makijaż:
1. MAC Trax na środkową część powieki
2. MAC Crystal w wewnętrznym kąciku
3. MAC Star Violet w zewnętrznym kąciku i w załamaniu
4. MAC Naked Lunch w wewnętrznym kąciku i delikatnie wzdłuż linii nosa
5. MAC Sketch do przyciemnienia zewnętrznego kącika (dosłownie odrobinka)
6. MAC Shale do roztarcia granicy pomiędzy Star Violet a cielistym matowym cieniem rozświetlającym łuk brwiowy
7. Kreska MAC fluidline w kolorze Blitz&Glitz
8. Tusz Multi Action z essence

No i co myślicie? :))))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...