Zupełnie niespodziewanie jeszcze przed Świętami dostałam drobny podarunek od kuzynki z UK (Beatko, dziękuję!). W przesyłce znalazła się paletka Sleek AuNaturel. Strasznie się ucieszyłam, bo od dawna miałam na nią sporą chrapkę. Jako że dawno nie prezentowałam tutaj żadnego makijażu, chciałam Wam pokazać, co udało mi się dzisiaj rano zmalować.
Niestety nie dałam rady cyknąć fotek samej paletce. Myślę jednak, że jest Wam ona całkiem dobrze znana, bo już od kilku tygodni na wielu blogach można na jej temat czytać pochwalne peany ;).
Technika jest jak zwykle banalnie prosta, w tym makijażu podoba mi się jednak przede wszystkim połączenie kolorów, które mimo tego że są w ciepłej tonacji, dobrze komponują się z moją chłodną skórą.
Make-up wykonałam w zaledwie kilku krokach:
1. Za bazę posłużył mi matowy cień w kolorze złamanej bieli "Nougat"
2. Na ruchomą powiekę nałożyłam dość jasny, błyszczący odcień "Taupe"
3. W wewnętrznym kąciku i pod łukiem brwiowym zastosowałam ciepły, zbliżony do koloru skóry kolor "Honeycomb"
4. W zewnętrznym kąciku i załamaniu powieki nałożyłam cień w kolorze brudnej, "mchowej" zieleni "Moss"
5. Granicę roztarłam za pomocą matowego, jasnego brązu o nazwie "Cappucino"
6. Wzdłuż linii rzęs pociągnęłam kreskę eyelinerem w żelu Catrice w odcieniu "It`s Mambo No. 2"
Easy, breasy, beautiful ;)))
Swoją drogą dziś stuknęło mi 28 wiosen... Od magicznej 18-stki minęła już cała dekada! :-O Chlip, chlip... Jedynym pocieszeniem jest "prezent", który postanowiłam sobie sprawić i który zamieszka ze mną już w ten weekend. Zdradzę Wam, że ma on cztery łapy i jest puchaty ;). Nie mogę się doczekać!!!


