Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyki do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyki do ust. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2013

Goło i wesoło, czyli Naked 2 ;)

Wszyscy mają Naked 2, mam i ja! :D

Uległam... Tyle się naczytałam, tyle naoglądałam, że kolejny hype dopadł mnie w swoje macki i kupiłam, w ramach prezentu urodzinowego ode mnie dla siebie ;))). Trochę bolało, kiedy z konta spłynęło mi jakieś 170 zł (normalnie paletka kosztuje 189 zł, z kartą Sephora miałam jednak 10% zniżki), ale muszę powiedzieć, że po jakimś tygodniu bardzo intensywnego używania nie żałuję ani trochę - paletka jest REWELACYJNA!


W metalowym opakowaniu mieści się 12 naturalnych odcieni, zarówno perłowych jak i matowych, w ciepłej i chłodnej tonacji, przy pomocy których możemy wyczarować zarówno dzienny, niemalże niewidoczny makijaż, jak i wieczorowego "smoka". W kasetce zamknięty jest również dwustronny pędzelek, a do całego zestawu dołączono miniaturowy błyszczyk.


Wszystkie cienie są naprawdę fantastycznej jakości, mają dobrą pigmentację, nie osypują się przy aplikacji (no może poza jednym wyjątkiem) i, co mnie najbardziej cieszy, z każdego jestem w stanie zrobić użytek na oku.
Foxy to matowy beż o nieco słabszej pigmentacji, ale świetnie nadaje się do rozcierania, wewnętrznego kącika, czy pod łuk brwiowy.
Half Baked to ciepły, złoty brąz o wykończeniu frost.
Bootycall to chłodny, delikatny róż o satynowym wykończeniu, który pięknie rozświetla wewnętrzny kącik oka, ale sprawdzi się również jako cień na całą powiekę. Jeden z moich ulubieńców!
Chopper to ciepły brąz wpadający w miedź o wykończeniu frost.
Tease to matowy brąz z gatunku tych brudnych, mających w sobie kapkę różu.
Snakebite to ciemny brąz o raczej chłodnej bazie i złotych refleksach, ma świetną pigmentację i rewelacyjnie się nakłada.
Suspect to jasny, szampański brąz o metalicznym połysku. Piękny!
Pistol to szarość z domieszką brązu o raczej satynowym niż frostowym wykończeniu. Także miodzio!
Verve to mieszanka beżu, szarości i różu o wykończeniu frost. Bardzo ciekawy odcień!
YDK to brąz podbity różem, przypomina mi czerwone złoto, wykończenie frost. Jedyny odcień, który dość mocno osypuje się podczas aplikacji.
Busted głęboki, chłodny brąz o satynowym wykończeniu. Również jeden z moich ulubieńców.
Blackout to matowa, dość intensywna czerń.

Praca z tymi cieniami to prawdziwa przyjemność. Do tej pory unikałam matowych cieni większości znanych marek, bo stworzenie nimi estetycznie wyglądającego makijażu na moich powiekach graniczyło z cudem. Tutaj maty są idealnie zmielone, nie tworzą plam podczas aplikacji i nie znikają podczas rozcierania. Satynowe i perłowe cienie to prawdziwa bajka! Na pędzel nakładają się jak masełko i tak samo suną po powiece. Chwilowo wszystkie moje MACzki i inne malowidła do powiek poszły w odstawkę. Paletka jest w zasadzie samowystarczalna.

Dołączony do zestawu pędzelek też sprawdza się całkiem nieźle. Mamy końcówkę typową do nakładania cieni oraz drugą do blendowania, całość wykonana jest ze syntetycznego włosia. Wiele osób narzekało, że jest ono twarde i drażni powieki, ja jednak nie odczuwam żadnego dyskomfortu, choć muszę przyznać, że nie przepadam za takimi dwustronnymi rozwiązaniami.


Najsłabszym ogniwem paletki jest w moim odczuciu błyszczyk w odcieniu Naked. Jest to delikatny, neutralny róż z drobinkami. Błyszczyk zamknięty jest w miękkie opakowanie z gumowym aplikatorem, co uważam za pomysł całkiem zmyślny, nie odpowiada mi jednak jego miętowy smak, który dość wyczuwalnie mrowi usta. W jego miejscu widziałabym chętniej słynną już bazę pod cienie UD Primer Potion lub minikredkę do powiek.


Uwielbiam tę paletkę! Po długiej przerwie znowu mam ochotę czarować coś więcej na powiekach, a nie tylko machać jednym cieniem po całości ;). Bardzo, ale to baaaardzo bym chciała, żeby UD wreszcie na stałe zawitało do Polski. Pani z Sephory nie potrafiła mi jednak odpowiedzieć na pytanie, czy pojawienie się paletek zapowiada wkroczenie marki na nasz rynek. Śmiem w to wątpić, a szkoda... Myślę, że niejedno kosmetyczne serce zabiłoby szybciej. Mam rację? ;D  


P.S. Jeśli jesteście spragnione większej ilości zdjęć, zwłaszcza swatchy, zajrzyjcie tutaj. Temptalia wszystko pięknie obfociła :).



niedziela, 8 maja 2011

Poza kolejnością

Co prawda, pod postem "W fazie testów" żadna z Was nie zażyczyła sobie recenzji produktów marki MAKE-UP STUDIO, ale są to kosmetyki, moim zdaniem, tak godne uwagi, że postanowiłam skrobnąć na ich temat kilka słów poza kolejnością. Mam nadzieję, że nie weźmiecie mi tego za złe ;))).

Dzięki uprzejmości firmy BEAUTY-ART otrzymałam do przetestowania dwa produkty holenderskiej marki MAKE-UP STUDIO: pigment w odcieniu Amethyst oraz Durable Lip Fluid & Gloss.

Przyznam szczerze, że o marce nigdy wcześniej nie słyszałam, tym bardziej więc byłam ciekawa produktów, nie sądząc jednak, że w jakikolwiek sposób zdołają mnie zachwycić czy zauroczyć. Zdziwienie moje było jednak wielkie...

W pierwszej kolejności rozpoczęłam testy produktu do ust. Jak widać na załączonym obrazku, jest to błyszczyk dwustronny: z jednej strony mamy swego rodzaju płynną pomadkę w odcieniu zgaszonego, przykurzonego różu, z drugiej zaś bezbarwny błyszczyk, który ma za zadanie utrwalać kolor i nadawać naszym ustom połysk. W sumie za 50 zł otrzymujemy 6 ml produktu.
Dla mnie ten produkt do ust to prawdziwe objawienie! Pomadkę bardzo łatwo nałożyć na usta, kolor rozprowadza się równomiernie, jest idealnie kryjący, wysycha na pełen mat i co najważniejsze w żadnym wypadku nie przesusza naszych warg. Błyszczyk aplikuje się równie łatwo za pomocą załączonego pędzelka, nie jest szczególnie klejący, ani uciążliwy w noszeniu, nadaje piękny połysk. Nie uwierzycie pewnie, ale kolor utrzymuje się na ustach bez mała 8 h i niestraszne mu jedzenie oraz picie. Owszem, połysk błyszczyka znika dość szybko, ale pomadka pozostaje nienaruszona. Jest to kosmetyk zdecydowanie warty swojej ceny. Jedyne manko to brak jakiegokolwiek oznaczenia koloru na opakowaniu. Pomimo komputerowych swatchy kolorów na stronie internetowej sklepu, za nic nie jestem w stanie zidentyfikować swojego odcienia. Myślę, że będzie to znacznym utrudnieniem podczas ewentualnych zakupów w przyszłości.
Pigment w odcieniu Amethyst początkowo nie wzbudzał we mnie takich emocji jak błyszczyk, co wynika z prostego faktu, że nie jestem wielką fanką cieni w formie proszku. Po prostu są o wiele bardziej skomplikowane w obsłudze niż zwykłe cienie prasowane. Muszę jednak przyznać, że produkt MAKE-UP STUDIO naprawdę przypadł mi do gustu. Za cenę 36 zł otrzymujemy 5 g produktu, co przy zwykłym użytkowaniu wg mnie stanowi zapas na całe życie ;))).
 Pigment jest drobno zmielony, opakowanie wyposażone w sitko pozwala nam wydobyć odpowiednią ilość produktu, sam cień umiejętnie nałożony wcale nie osypuje się podczas aplikacji. Kolor jest dość intensywny, połyskliwy, jest to odcień zimnego brudnego wrzosu z nutką srebra, bardziej odpowiedni do makijażu wieczorowego niż dziennego.
Na zdjęciu w połączeniu z cieniem MAC Satin Taupe oraz eyelinerem essence Berlin rocks
Summa summarum, jestem bardzo wdzięczna, że firma BEAUTY-ART dała mi możliwość przetestowania powyższych produktów, bo pewnie sama nigdy bym ich nie odkryła. Kosmetyki, których stałam się szczęśliwą posiadaczką są naprawdę świetnej jakości i spełniają wszystkie obietnice producenta. Mam chrapkę na kilka innych błyszczyków tej marki. Jedyne, czego bym sobie życzyła, to zdecydowanie lepsze próbniki odcieni na stronie sklepu, bo z aktualnymi to takie trochę kupowanie kota w worku...


Tutaj możecie poczynić zakupy:
http://www.sklep.beautyart.pl/
A czy Wam ta marka była znana już wcześniej? Jeśli tak, to piszcie, co jeszcze powinno trafić do mojej kosmetyczki ;)))).

środa, 27 kwietnia 2011

W fazie testów...

Ostatnio w moje ręce trafiło kilka zupełnie nowych produktów, których nie miałam przyjemności wcześniej wypróbować. Aktualnie testuję (w kolejności zupełnie przypadkowej):
 
1. Mgiełkę do twarzy z witaminą E z The Body Shop

2. Cetaphil Dermoprotektor MD (krem twarzy i ciała stworzony do nawilżania skóry wrażliwej lub suchej)


3. Płyn micelarny Vichy Normaderm


4. Roll-on Etiaxil dla skóry wrażliwej zapobiegający nadmiernemu poceniu się




5. Straight Guard marki CHI chroniący włosy przed nadmiernym działaniem ciepła

 
6. Długotrwały błyszczyk oraz pigment marki MAKE-UP STUDIO

7. Eyeliner w żelu firmy essence w kolorze Berlin rocks


Który produkt interesuje Was najbardziej? Którą recenzję chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności? A może same miałyście przyjemność testować któryś z tych kosmetyków? Ja pod adresem poszczególnych produktów mam określone oczekiwania, ale i jestem pełna nadziei, że zostaną one spełnione :))).

niedziela, 13 marca 2011

Girl Power!

Dziś mam dla Was relację z wczorajszego "eventu" we wrocławskim MAC z okazji wypuszczenia nowej kolekcji limitowanej Wonder Woman. Tydzień temu robiłam zakupy w salonie i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zostałam rozpoznana przez jedną z wizażystek :)))). Dzięki temu dowiedziałam się o wydarzeniu, zostałam wpisana do tajemniczego kajetu i zaproszona na imprezę :)))). 
Kolekcja mnie osobiście niczym nie zauroczyła. O ile kartonowe opakowania wyglądają naprawdę ciekawie, o tyle plastikowe czerwono-niebieskie pudełeczka trącą moim zdaniem kiczem. Ich zawartość również jakoś szczególnie mnie nie powaliła. Błyszczyki w szalonych kolorach z aplikatorem wielkości kciuka, pigmenty, których na sobie nigdy bym nie użyła, kolorowe maskary, których na rzęsach w zasadzie nie widać i paletki cieni o średniej pigmentacji i równie średnich zestawieniach kolorystycznych. Jedynym produktem przykuwającym uwagę był potrójny puder Mineralize Skin Finish w odcieniu Pink Power, ale nie był on interesujący na tyle, żeby zapłacić za niego144 zł! Ogólnie rzecz biorąc, pomysł na kolekcję fajny, ale podobnie jak w przypadku disneyowskiej limitki Venomous Villains wykonanie pozostawia raczej uczucie niedosytu.
W przeciwieństwie do kolekcji imprezę mogę natomiast uznać za naprawdę udaną :)))). Panie wizażystki w liczbie czterech, wszystkie jak jeden mąż upodobnione do komiksowej Wonder Woman, chętnie odpowiadały na wszystkie nasze pytania, zdradzając nam kuluary pracy w MAC i wprowadzając nas w techniki MACowego makijażu. Wszelkie produkty można było testować bez ograniczeń i muszę przyznać, że pierwszy raz, będąc w MAC, miałam okazję "pomacać" niemalże każdy kosmetyk z osobna, nie zastanawiając się, czy ktoś się na mnie dziwnie patrzy (znacie to uczucie?;)).

Event był okazją do poznania dwóch YouTubowiczek, mianowicie PannyJoanny i annyant0niny. Cieszę się dziewczyny, że mogłyśmy się spotkać i z tego miejsca serdecznie Was pozdrawiam! :)))

Dziewczyny postanowiły sprawdzić na sobie, w czym tkwi tajemnica mocy Wonder Woman :))). Asia zdecydowała się na makijaż w niebieskich odcieniach przy użyciu paletki Lady Justice.
Ania natomiast postanowiła zaszaleć z ustami i zdecydowała się na soczystą fuksję błyszczyka Athena's Kisses. Ja, jak widać na zdjęciu, pozostałam przy moim własnym makijażu wykonanym w domowym zaciszu, bo czekała mnie droga powrotna do Poznania i nie chciałam wzbudzać sensacji w pociągu ;).
Moją jedyną MACową zdobyczą z tego dnia była szminka, którą dostałam w ramach akcji back2mac (jeśli chcecie poczytać, na czym akcja polega zapraszam tutaj). Zdecydowałam się (jak zwykle;)) na neutralny odcień delikatnego różu o nazwie Hue i wykończeniu Glaze
Dziękuję MAC za zaproszenie na imprezę, dziękuję wizażystkom za miłe przyjęcie, precyzyjne makijaże i zaspokajanie naszej ciekawości. Mam nadzieję, że to nie ostatni taki "event", na którym miałam przyjemność być :))).

A Wy co sądzicie o kolekcji Wonder Woman i o takiej formie promocji marki?

Ściskam
MizzV

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...