Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 kwietnia 2013

Wiosenny mix

Dotarły do mnie ostatnio lakiery z kolekcji TOP SHOP w dwóch metalicznych odcieniach Crystal Clouds (od lewej) i Wisdom (od prawej).


W pierwszej chwili pomyślałam, że kolory i przede wszystkim wykończenie są kompletnie nie moje. Co jak co, ale metaliczny połysk na paznokciach to dla mnie zdecydowanie za dużo.


Parę sekund później pojawił się jednak przebłysk: "Ruffian!". Brokatowe tudzież foliowe odcienie stanowią, moim zdaniem, idealną bazę pod tego typu manicure. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Jako że za oknami wreszcie wiosna, połączyłam Crystal Cloud, który określiłabym jako srebro z nutą taupe, z odcieniem Peppermint od Rimmel.


Całość wyszła całkiem zgrabnie i sam lakier również oceniam na plus. Dobrze się nakłada, choć solo podkreśla nierówności na paznokciach. Czas schnięcia jest w normie, trwałość póki co trudno mi oceniać., ale ruffiany trzymają się u mnie zazwyczaj ok. 5 dni. Aktualnie możecie skorzystać też z promocji 2 lakiery (8 ml) za 45 zł.

Crystal Cloud w połączeniu z Peppermint dał całkiem przyjemny wiosenny mix, nie mam jednak pomysłu, z czym skomponować fiolet Wisdom. Może Wy mi coś podpowiecie?

PS. Produkt został przesłany mi do recenzji, fakt ten nie miał jednak najmniejszego wpływu na jej treść.




sobota, 23 czerwca 2012

Milion powodów :)))

W piątek zrobiłam mały najazd na Naturę. Staram się ograniczać wydatki na kosmetyki, głównie ze względu na to, że moim chwilowym priorytetem jest chęć wyposażenia mieszkania. Od czasu do czasu nachodzi mnie jednak kosmetyczny głód i nie ma zmiłuj, kilka drobiazgów musi wjechać do koszyka i tym samym do kosmetyczki ;))).


Powodów do zakupu poszczególnych produktów miałam oczywiście sporo :)

Skin Finish Compact Powder z Catrice... bo skończył mi się puder z Bourjois i wciąż poszukuję niedrogiego ideału, a pudełeczko wyglądało tak zachęcająco :))).

Multi Colour Blush z Catrice... bo moje róże są już na wyczerpaniu (aha, akurat ;P) i potrzeba mi było czegoś w uniwersalnym kolorze, a czterokolorowe paski dają naprawdę piękny efekt zarówno razem jak i osobno :))).

Maskara Rimmel Glam Eyes... bo moja maskara jest również na wyczerpaniu, a tę poleciła mi koleżanka, poza tym miała być w promocyjnej cenie, co jednak okazało się bujdą przy kasie, mi natomiast nie chciało się już zastanawiać nad inną i takim to sposobem stałam się ofiarą zmyślnych marketingowców ;))).

Lakier do frencha z Bell... bo dawno nie malowałam paznokci na neutralne kolory, a sam lakier kosztował raptem 6,99 zł i dodatkowo polecała go u siebie na blogu kosodrzewina. Nie mogłam nie ulec pokusie :))).

Lakiery essence w odcieniach Make It Golden i Blue Addicted... bo to już klasyki i wstydem jest nie mieć ich w swojej kolekcji, zwłaszcza że są tanie jak barszcz (5,49 zł za sztukę) :))).

Takim to sposobem każdy mój zakup został usprawiedliwiony, a moje sumienie uspokojone ;))). Czy o którymś produkcie chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności?


niedziela, 12 lutego 2012

Perfect Match, czyli idealne dopasowanie :)

Podkład Rimmel kupiłam z czystej ciekawości podszytej lekką nutką sceptycyzmu w stosunku do jego bardzo pochwalnych recenzji (cena: ok. 28 zł za 18 g). Do podkładów z drogeryjnych półek mam raczej średnie zaufanie, rzadko który w pełni spełnia moje oczekiwania. Byłam przekonana, że i w przypadku Match Perfection będę miała jakieś "ale", ALE nic bardziej mylnego ;). Pełna pokory przyłączam się do grona jego zadowolonych użytkowniczek :D.


Podkład ma bardzo fajną, żelowo-kremową konsystencję, przyjemnie chłodzi twarz podczas nakładania i dobrze rozprowadza się każdym narzędziem. Odcień 100 Ivory może wydawać się na pierwszy rzut oka dość ciemny, ale podkład rewelacyjnie stapia się ze skórą, dając bardzo naturalny efekt (nie sugerujcie się za bardzo "słoczem" na dłoni, celowo słabo roztarłam podkład, żeby można go było w ogóle dojrzeć). Kosmetyk jest lekki, ma średnie krycie, które można jednak stopniować. Na mojej mieszanej cerze w połączeniu z pudrem Bell trzyma się cały dzień (oczywiście biorąc pod uwagę aktualne warunki atmosferyczne).
 
Co tu dużo pisać, jestem z niego naprawdę zadowolona. Jedyne, co mogłabym mu zarzucić to delikatne uczucie ściągnięcia bezpośrednio po aplikacji. Towarzyszyło mi ona podczas pierwszych kilku dni testów, teraz już nie, więc albo jego przyczyną było coś innego, albo po prostu zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Summa summarum niezdecydowanym zdecydowanie podkład polecam! :)))

niedziela, 29 stycznia 2012

Łupy

Ze względu na różne inne wydatki nie po drodze były mi ostatnio zakupy kosmetyczne. Po drodze mi jednak do Natury, co niestety okazało się odrobinę zgubne, tym bardziej że wstawili w Poznaniu wreszcie szafę Catrice. Udanie się do drogerii po rzeczy najpotrzebniejsze było jednocześnie dobrą okazją ku temu, żeby w koszyku zaplątało się kilka rzeczy nadprogramowych ;))).

Z produktów potrzebnych na zdjęciu znajduje się korektor - osławiony już Dermacol - oraz puder Pocket 2Skin Mat - pierwszy produkt Bell w mojej karierze. Z produktów nadprogramowych do koszyka powędrował wszechobecny ostatnio na różnego rodzaju blogach podkład w żelu Rimmel Match Perfection (w Naturze ostał się zaledwie jeden słoiczek w odcieniu Ivory, więc nie mogłam przegapić takiej okazji, tym bardziej że blogerki wyśpiewują na jego temat pochwalne peany ;)). Dawno też nie kupowałam żadnych lakierów, więc wypadało nadrobić "braki". Skusiłam się na trzy lakiery Catrice (od lewej: 600 After Eight, 120 Plum Play With Me, 630 Sing: Hey, Dirty-Lilah!) oraz jeden, ostatnio również bardzo popularny na blogach odcień My Secret (nr 104).

Trochę się tego uzbierało ;). Macie ochotę o którymś z produktów poczytać w pierwszej kolejności?

niedziela, 24 lipca 2011

Czy to już mięta?

Podczas jednej z wizyt w Rossmannie, kiedy byłam jeszcze na etapie poszukiwania idealnego miętowego lakieru, o czym była mowa TUTAJ, w oko wpadł mi Rimmel nr 500 Peppermint. W pierwszej chwili zdziwiłam się, że drogeryjna marka, która w swojej ofercie ma raczej klasyczne kolory, podąża za trendami i produkuje również to, czego pożądają niemal wszyscy, czyli MIĘTĘ ;))). Na stoisku stała jednak tylko jedna buteleczka, więc bardzo prawdopodobne jest, że lakier ten w sprzedaży był już wcześniej, tylko rozchodził się jak ciepłe bułeczki ;))). W każdym razie nie myśląc długo, zapakowałam go do koszyka (cena: ok. 17 zł).
Lakier ma w sobie znacznie więcej niebieskiego niż zieleni, co ciekawe od słynnego China Glaze For Audrey różni się raptem może o ton. Przyznam szczerze, że w buteleczce odcień podoba mi się bardziej niż na paznokciach, ma w sobie zdecydowanie więcej mięty. Taki efekt możemy uzyskać, nakładając jedną warstwę produktu, która jednak smuży i nie wygląda estetycznie, druga warstwa jest więc konieczna, ale ona niweluje znowu mroźny miętowy odcień. Mamy tu więc przypadek klasycznego błędnego koła ;))). Aplikacja również nie należy do najłatwiejszych. Lakiery Rimmel charakteryzuje bardzo szeroki, płaski pędzelek, który dla ludzi o małej płytce może stanowić istną zmorę, choć mi akurat w miarę pasuje. Sama emalia jest dość gęsta, przez co często nakładana warstwa lakieru jest zbyt gruba i robi się guma, podczas malowania trzeba być więc bardzo ostrożnym i oszczędnie nabierać produkt. Trwałość trudno mi ocenić. Aktualnie stawiam swoje pierwsze kroki z utwardzaczem Seche Vite i to on głównie czyni lakier pancernym.

Lakier może do najlepszych nie należy, ale z pewnością da się go oswoić. Sama jednak nie wiem, co myśleć o tym odcieniu... Czy to już mięta? Jak sądzicie? :)))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...