Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kemon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kemon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 sierpnia 2012

Podaruj mi trochę słońca. . .

Słonko nas w tym roku nie rozpieszcza, ale i tak jest lepiej niż w zeszłe lato, które kojarzy mi się wyłącznie z deszczem. Wystawiając się na działanie promieni słonecznych, trzeba oczywiście pamiętać o odpowiedniej ochronie. Dotyczy to również włosów.

Jakiś czas temu od marki KEMON do przetestowania dostałam szampon i maskę ACTYVA z linii LINFA SOLARE.

LINFA SOLARE SHAMPOO (cena: 48 zł za 250 ml) to nawilżający preparat do mycia włosów i ciała po kąpieli słonecznej. Łagodnie myje, neutralizuje wysuszające, odwadniające działanie słońca, soli i chloru. Usuwa pozostałości produktów chroniących przed słońcem. Sprawia, że włosy są lśniące, miękkie i lekkie. Po zastosowaniu preparatu skóra jest miękka, aksamitna w dotyku i delikatnie pachnąca. Daje natychmiastowe uczucie świeżości.


W tym roku nie miałam (i mieć już raczej nie będę) do czynienia z prawdziwie palącym słońcem i morską wodą, dlatego trudno mi ocenić, czy szampon faktycznie sprawdza się w takich warunkach. Używam go jednak na co dzień i jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza że produkt jest niesamowicie wydajny. Włosy po umyciu są faktycznie miękkie i nieobciążone, nie przetłuszczają się zbyt szybko. Z marką KEMON styczność mam już na tyle długo, że wybierając się na wakacje w jakieś ciepłe miejsce, sięgnęłabym po ten szampon, ufając w ciemno, że spełni swoją rolę.


LINFA SOLARE MASK (cena: 77 zł za 200 ml) to kuracja regenerująca i odżywiająca po kąpieli słonecznej, do stosowania po umyciu i osuszeniu ręcznikiem włosów.  Działa intensywnie nawilżająco i odbudowująco. Sprawia, że włosy mniej się plączą i są łatwe do rozczesania. Ujednolica strukturę włosów i głęboko odbudowuje uszkodzone włókna. Zapewnia połysk, miękkość i elastyczność włókien. Powoduje poczucie gęstości i objętości włosów.



Maska zdecydowanie mniej przypadła mi do gustu, ale wynika to głównie stąd, że nie lubię się z produktami tego typu. Włosów mam niewiele i na dodatek są cienkie, więc ciężkie odżywki sprawiają tylko, że wyglądam, jakbym ich na głowie miała jeszcze mniej. Poza tym, trudno mi uwierzyć w dogłębne działanie masek, który wystarczy nałożyć na 2-3 min. i później spłukać. Bez wątpienia jednak produkt ułatwia rozczesywanie i wygładza strukturę włosa. W moim przypadku jest to jednak kosmetyk zbędny.


A jaki jest Wasz stosunek do produktów gwarantujących profesjonalną pielęgnację włosów?





czwartek, 17 maja 2012

Manya stylizowanya vol. 4


Czas na recenzję kolejnych kosmetyków włoskiej marki kemon, które ostatnio wpadły mi w łapki...

Pianka Volume Hidro charakteryzuje się unikalną żelową formułą, która ma pozwalać na modelowanie i utrwalanie dowolnych fryzur. Jej zadanie to dodawać włosom witalności, dyscyplinować je i okiełznać loki.

Pianka ma bardzo dziwną konsystencję. Po naciśnięciu dyfuzora z opakowania najpierw wydobywa się sprzężone powietrze, a później sam produkt w postaci pseudo żelu, który zwiększa swoją objętość na dłoni. Nie jest to typowa pianka z rodzaju tych, które znam z drogerii. Produkt jest dość zbity, klejący i skleja mokre włosy w strąki, których trudno się pozbyć nawet po wysuszeniu. Z samego opisu można już jednak wywnioskować, że nie jest to produkt przeznaczony do moich włosów, bo z natury są one proste jak druty i nie puszą się. Pianka nie przypadła mi do gustu. Myślałam, że będzie nadawać włosom objętości, ale niestety zawiodłam się. Czy sprawdzi się u osób o faktycznie kręconych włosach? Trudno powiedzieć, a na zakup w ciemno produkt jest moim zdaniem zbyt drogi (cena: 72 zł za 250 ml).
Bye Bye Split End zaś to fluid nadający włosom jedwabistą gładkość, sprawiający, że końcówki wyglądają zdrowiej, ułatwiający rozczesywanie, zwiększający odporność na wilgotność otoczenia, a także ograniczający elektryzowanie.

Pod względem zastosowania i konsystencji produkt przypomina mi jedwab do włosów, cechuje go równie przyjemny zapach (mango) oraz nieco lżejsza niż przykładowo w przypadku Biosilku konsystencja. Bye Bye Split End bardzo przypadł mi do gustu. Po zastosowaniu włosy są gładkie, błyszczące, miękkie, nieobciążone (pod warunkiem że zastosujemy zalecaną ilość, czyli ok 2-3 krople).

Mam świadomość, że tego typu produkty opierają się głównie na silikonie i to on gwarantuje te pożądane właściwości, ale moim włosom ta substancja stosowana z umiarem wcale nie szkodzi.Jeśli więc lubicie jedwabie i tego typu produkty, to z powodzeniem możecie sięgnąć po Bye Bye Split End, bo moim zdaniem produkt z tradycyjnym jedwabiem wygrywa pod względem funkcjonalnego opakowania, konsystencji i zapachu. W tym wypadku cenę w stosunku do pojemności uważam za uzasadnioną (cena: 66 zł za 65 ml).

To jak będzie? Silikony yes or no? ;)

PS. Produkty zostały przesłane mi nieodpłatnie do testów. Fakt ten nie miał żadnego wpływu na treść niniejszej recenzji.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Fryz w stylu vamp ;)


Kurzy się tu ostatnio, głównie z tego względu, że kurzy się i u mnie w domu. Aktualnie przeżywam drugi tydzień najgorszego syfu w historii, czyli remont;). Nienawidzę! Ale jeśli mieszkanko ma wyglądać pięknie, to trzeba pocierpieć niestety. Ściśnięta na kilku metrach kwadratowych z całym swoim dobytkiem i... kotem oczywiście, jakoś nie mam weny do cykania fotek. W związku z tym pójdę dziś trochę na łatwiznę i napiszę kilka słów na temat lakieru do włosów Vamp Spray 44 marki kemon, któy otrzymałam od producenta wraz ze zdjęciami.

Marka kemon słynie z produktów drogich, ale i profesjonalnych. Lakier do włosów pochodzi z nowej linii AND, która niedawno została wprowadzona na rynek. W przeciwieństwie do serii Hairmanya wyróżnia się prostym, nie rzucającym się w oczy opakowaniem. Do tej pory kemon zachwycał nietuzinkowymi zapachami, ten lakier pod tym względem się jednak nie wyróżnia. Zapach jest zwyczajny, na szczęście nie duszący.
Lakier ma być szybkoschnący i mocno utrwalający. Silnego utrwalenia jednak nie zauważyłam. Owszem lakier jest dość mocny, ale z bardziej ekstremalnymi fryzurami raczej sobie nie poradzi. Przy moich krótkich włosach produkt sprawdza się mimo wszystko całkiem nieźle, daje naturalny efekt, nie zlepia kosmyków i łatwo się wyczesuje, nie nadaje jednak włosom obiecanego blasku. Dla mnie jest to zdecydowanie bardziej produkt dla salonów fryzjerskich, niż na przeciętnych użytkowniczek lakierów, jako że cena jest jak zwykle dość zaporowa (cena: 57 zł za 300 ml).

A Wy co sądzicie? Byłybyście w stanie wydać taką okrągłą sumkę na lakier do włosów?

PS. Produkt udostępniono mi nieodpłatnie do testów. Fakt ten nie miał jednak żadnego wpływu na treść niniejszej recenzji.


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Manya stylizowanya vol. 3

Każda paczka od firmy KEMON jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Kurier niespodziewanie puka do drzwi i zostawia przesyłkę o niewiadomej zawartości, która jednak zawsze cieszy oko i... włosy :))) Tym razem przywędrowały do mnie dwa kosmicznie wyglądające produkty do stylizacji linii Hair Manya: bardzo mocno utrwalający spray do włosów Adrenaline oraz lakier do włosów w sprayu Actyve Work.


Wielokrotnie zdołałam się już przekonać, że produkty Hair Manya do najzwyklejszych kosmetyków stylizacyjnych nie należą i zawsze potrafią mnie czymś zaskoczyć. Ich testowanie to prawdziwa przygoda, dlatego i tym razem byłam bardzo ciekawa rezultatów na głowie :))).


Andrenaline to lakier do włosów zawierający w swym składzie żywice, które bardzo silnie utrwalają nawet najwymyślniejsze fryzury. Wystarczy odrobina, żeby nasza czupryna trzymała się w ryzach. Silne utrwalenie ma swoje wady i zalety. Rewelacyjnie sprawdza się w przypadku bardziej skomplikowanych uczesań, koków, upięć, kiedy planujecie przetańczyć całą noc. Przy codziennych uczesaniach fryzura może jednak wydawać się nazbyt utrwalona, sztywna, nieruchoma. Ja Andrenaline rezerwuję sobie na wielkie wyjścia, karnawałowe imprezy, wesela itp. Przy tym stopniu utrwalenia mogę być pewna, że pomimo wywijanych na parkiecie hołubców moje uczesanie pozostanie nienaruszone, a wokół mnie będzie roztaczać się przyjemna woń egzotycznych owoców ;).


Actyve Work natomiast to lakier zapewniający elastyczność i objętość, nabłyszcza włosy i chroni je przed szkodliwym działaniem promieni UV. Bardzo się polubiliśmy. Przede wszystkim produkt nie zawiera aerozolu, dzięki czemu aplikacja odbywa się za pomocą pojedynczych psiknięć, które umożliwiają swobodne dozowanie i zapobiegają tworzeniu się na głowie skorupy. Produkt przyjemnie pachnie drzewem sandałowym, solidnie utrwala bez nadmiernego usztywniania fryzury, może nie nabłyszcza spektakularnie, ale dzięki temu efekt końcowy jest naturalny, a włosy trzymają się w ryzach. To lubię! :)

Jedyne, co w produktach nie przypadło mi do gustu, to - jak można się spodziewać - ich cena. 250 ml Adrenaline kosztuje 57 zł, 250 ml Actyve Work aż 72 zł. Stawki są iście zaporowe. Pamiętajmy jednak, że jakby nie było są to produkty profesjonalne, przeznaczone głównie do używania w salonach fryzjerskich, no i przede wszystkim skuteczne, a za skuteczność niestety czasami trzeba słono zapłacić. Z ofertą marki KEMON możecie się zapoznać na stronie kemon.pl, produkty możecie natomiast zakupić m. in. na stronie lokikoki.pl.

P. S. KEMON i mojaKOSMETYKOmania grają również na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zajrzyjcie TUTAJ i TUTAJ i zagrajcie z nami :))).

sobota, 3 grudnia 2011

Zagracie z nami?

Nowy Rok zbliża się coraz większymi krokami a wraz z Nowym Rokiem zbliża się kolejny, już XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który tym razem zaplanowano na 8 stycznia 2012 r. Pamiętam, jaką frajdę miałam jeszcze w liceum, pracując jako wolontariusz i zbierając na ulicach pieniądze do puszek. Czułam wtedy, że jestem częścią czegoś ważnego.

Dziś znowu mam okazję się tak poczuć i tym uczuciem chciałabym zarazić również i Was. Producent kosmetyków do włosów KEMON zaprosił mnie do wspólnej gry na rzecz WOŚP. Już od 2004 r. salonu fryzjerskie na terenie całej Polski zbierają fundusze dla fundacji. W dotychczasowych sześciu finałach fryzjerzy zebrali niebagatelną sumę 851 519,70 zł! W zeszłym roku udało się zebrać 170 748,57 zł, w tym roku fundusze zbierane są na urządzenia do ratowania życia wcześniaków oraz na pompy insulinowe dla kobiet ciężarnych z cukrzycą. Gromadząc wspólnie siły, może 8 stycznia uda nam się pobić ten rekord?



Jak możemy pomóc? 
Maskotką akcji jest Nomek, pluszowy chłopiec trzymający w rękach wośpowe serduszko. Już dzisiaj możecie polubić go na Facebook`u (>>>KLIK<<<) i rozreklamować akcję wśród znajomych (oficjalną stronę akcji znajdziecie >>>TUTAJ<<<). Wkrótce wiele blogów kosmetycznych, w tym i mojaKOSMETYKOmania, wystawi Nomki sygnowane własnym imieniem w specjalnym serwisie aukcyjnym allegro. Dochód ze sprzedaży w całości wesprze konto WOŚP. Akcja ruszy najprawdopodobniej 10 grudnia, więc bądźcie w gotowości :))). O rozpoczęciu nie omieszkam Was oczywiście poinformować :D.

Więc jak będzie, zagracie z nami?:)))
 

niedziela, 23 października 2011

Manya stylizowanya vol. 2

W ramach współpracy z firmą Kemon ponownie otrzymałam dwa produkty do przetestowania (o poprzednich możecie przeczytać tutaj). Jako że mam bzika na punkcie objętości fryzury i przyklapnięte włosy to coś, czemu zdecydowanie mówię "nie", ucieszyłam się, że w paczce znalazły się produkty, które mają za zadanie nadać włosom pożądane przeze mnie "rozmiary". Otrzymałam lakier do włosów Dreamfix z serii Hairmanya oraz szampon Volume E Corposita z serii Actyva.

W pierwszej kolejności sięgnęłam po lakier. Wg producenta jest to produkt, który idealnie nadaje się do modelowania włosów na wszelkie sposoby: palcami, grzebieniem szczotką, natychmiast utrwala nawet najbardziej skomplikowane fryzury, jednocześnie nie sklejając ich i dając się łatwo wyczesać.

Pierwsze, co bez wątpienia rzuca się w oczy to opakowanie: ciekawe, nowoczesne, nie sposób przeoczyć go na półce (I like!). Drugie, co uderza w nozdrza, to niesamowicie przyjemny zapach: soczysty, poziomkowy, ani trochę chemiczny, długo utrzymujący się na włosach (I really, really like!). Lakier faktycznie nie skleja włosów i daje się bez problemu wyczesać, ale przez to utrwalenie jest raczej marne. Trudno mi sobie wyobrazić, że produkt byłby w stanie poradzić sobie ze skomplikowanymi uczesaniami. Przy moim krótkich i cienkich włosach sprawdza się nieźle, ale grubych i ciężkich raczej nie utrzyma. Poziom nabłyszczenia jest również znikomy, ale warto zaznaczyć, że nie ma być to głównym zadaniem kosmetyku (do tego służą inne produkty z tej serii). I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie... cena, która jest iście zaporowa. Za butelkę o pojemności 300 ml musimy zapłacić 66 zł, co dla mnie jest niestety nie do przełknięcia.

Szampon do włosów Volume E Corposita jest przeznaczony głównie do włosów cienkich i delikatnych, ma za zadanie nadawać grubość włosom i zwiększać objętość fryzury, jednocześnie dogłębnie oczyszczać skórę głowy, przywracać włosom świeżość i lekkość.



Bardzo polubiłam się z tym szamponem. Ma niezwykle przyjemny, "profesjonalny" zapach, otwierając butelkę czuję się niczym w salonie fryzjerskim. Produkt jest dość gęsty, świetnie się pieni, wystarczy kropla wielkości ziarna fasoli, by dokładnie umyć krótkie włosy, dzięki czemu szampon jest niesamowicie wydajny. Aby sprawdzić jego działanie, postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment: przez kilka tygodni myłam włosy samym szamponem i suszyłam je suszarką, pomijając modelowanie. O dziwo, włosy nie straciły na objętości, nie były przyklapnięte, w zasadzie fryzura wyglądała tak samo jak po ułożeniu za pomocą okrągłej szczotki, ja zaś zaoszczędziłam cenne minuty. Z całą pewnością mogę więc stwierdzić, że szampon spełnia swoją funkcję, przynajmniej w przypadku włosów krótkich i dość lekkich z natury. Cena jest dość wysoka (jak to w przypadku kosmetyków profesjonalnych), za butelkę o pojemności 250 ml musimy zapłacić 48 zł, ale w tym wypadku wydajność produktu w pewnym stopniu usprawiedliwia wysoki koszt.

Zachęcam Was choćby do przejrzenia katalogu marki Kemon na stronie kemon.pl. Nawet jeśli same nie zakupimy tych produktów, może warto polecić je naszemu fryzjerowi? :)))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...