Nars to dla mnie już marka kultowa, nęcąca i pociągająca, głównie chyba z tego powodu, że u nas niedostępna. A szkoda, bo róże i bronzery tej firmy cieszą się bardzo dobrą opinią i w kręgach kosmetycznych uznawane są za jedne z lepszych i zdecydowanie wartych swojej dość wysokiej ceny (koszt duo to 41 USD).
Dzięki uprzejmości nissiax83 mogłam zaopatrzyć się w chyba najbardziej znany w blogosferze duet, czyli róż Orgasm i bronzer Laguna. Zamysł był nieco inny, bo pierwotnie miejsce Orgasmu miał zajmować odcień Deep Throat (swoją drogą skąd oni biorą te [porno]nazwy??? :D), był on jednak niedostępny i tak, chcąc nie chcąc, weszłam w posiadanie klasyki.
A klasyka prezentuje się naprawdę zacnie. W czarnym kartoniku znajduje się czarny kompakt z dużym lusterkiem, a pod folią zabezpieczającą mamy nasz duet (Orgasm: 5 g, Laguna: 4,7 g, wym.: 3x4,5 cm).
Oba odcienie są bardzo drobno zmielone i zbite, dzięki czemu podczas aplikacji produkt w zasadzie się nie kruszy i nie osypuje.
Laguna to ciepły odcień brązu z lekką poświatą. Na skórze wypada bardzo naturalnie, świetnie nadaje się do konturowania jak i do nadania skórze efektu muśnięcia słońcem. Orgasm określany jest natomiast jako brzoskwiniowo-różowy odcień ze złotym połyskiem. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że róż jest zbyt widoczny i błyszczący, co budziło trochę moje obawy, ale kolor okazał się w pełni trafiony. Nasycenie można stopniować i w gruncie rzeczy zależy ono od pędzla, którym nabieramy produkt.
Jestem bardzo zadowolona z prezentu, który sprawiłam sama sobie (z pomocą nissi oczywiście :*) i jeśli tylko będę miała okazję chętnie zainwestuję w inne odcienie, bo sądzę, że naprawdę warto.
Macie jakieś doświadczenia z kosmetykami Nars? Polecacie coś w szczególności?
