Ostatnio na moich paznokciach notorycznie goszczą ruffiany i dzisiaj miałam zamiar przedstawić kilka wariacji kolorystycznych na ten temat, ale paznokcie nadal mam w nie najlepszej kondycji i wczoraj byłam zmuszona wszystkie skrócić, więc ostatecznie machnęłam je na jeden kolor, którego do tej pory tutaj jeszcze nie pokazywałam.
Zimy mam już po dziurki w nosie, więc chwyciłam dziewiczą buteleczkę od Joko z bijącą po oczach czerwienią Red Allert! Dziewiczą, bo od spotkania blogerek w Poznaniu, na którym wpadła w moje ręce, jeszcze nieużywaną i ze względu na to, że jest to mój pierwszy lakier Joko ever.
Red Allert! ma fajną żelkową konsystencję, dzięki czemu równomiernie się nakłada i kryje w zasadzie już przy pierwszej warstwie. Jak na żelek lakier jednak trochę długo schnie, w związku z czym pomimo pięknego błysku bez topa musiałam się wspomóc Seche Vite.
Bardzo lubię takie czerwienie, lakier jest fajną alternatywą dla droższego OPI Red My Fortune Cookie, który nota bene uwielbiam i już prawie dobijam do dna buteleczki. Jedyne, czego w przypadku Joko nie pojmuję, to tak ograniczona dostępność. Dacie wiarę, że jeszcze nigdy przenigdy nie natknęłam się na ich kosmetyki w stacjonarnym sklepie? No chyba że odwiedzam nie te miejsca, co trzeba ;).
