Seria postów o "próBBie" zaowocowała współpracą ze sklepem internetowym
AsianStore, który zajmuje się dystrybucją kosmetyków pochodzących z Azji w Polsce. Dzięki uprzejmości pracowników sklepu, mam przyjemność przedstawić Wam dziś kolejny BB krem
Missha Signature Real Complete SPF25 PA++ w odcieniu 21 Light Beige.
Zgodnie z opisem produktu widniejącym na stronie sklepu Missha Signature Real Complete to krem z luksusowej linii z zawartością lipidów, który rozjaśnia przebarwienia, przeciwdziała starzeniu skóry, leczy skazy i koi skórę. Kosmetyk idealnie dopasowuje się do naszej cery, kryje wszelkie niedoskonałości i zapewnia komfort noszenia nawet do 12 h. Dzięki zawartości lipidów krem troszczy się o idealne nawilżenie i natłuszczenie naszej skóry.
Czas zweryfikować opis producenta z rzeczywistością ;)))
Aplikacja:
Jak w przypadku wszystkich testowanych przeze mnie do tej pory BB kremów aplikacja jest bez zarzutu, krem idealnie współgra z pędzlem typu skunks. Konsystencja jest dość rzadka, aby pokryć całą twarz potrzeba więc dość sporego kleksa, w związku z czym mam pewne obawy co do wydajności (opakowanie zawiera 20 g produktu, na razie nie jestem jednak w stanie się wypowiedzieć, na jak długo to wystarczy). Krem nie smuży, kryje wprost idealnie bez jednoczesnego efektu maski, w porywach można sobie nawet darować korektor.
Kolor:
Odcień, który posiadam, to #21 Light Beige. Dla mnie jest on wprost idealny, rewelacyjnie stapia się z moją cerą o zdecydowanie żółtym odcieniu. Light Beige to kolor chłodny, określiłabym go jako beż z odrobiną szarości, przez co na niektórych może wyglądać nieco sino, taki odcień jednak idealnie niweluje wszelkie zaczerwienienia. Jeśli Wasz kolor w MAC to NC20 lub jeśli sprawdza się u Was Revlon Color Stay w odcieniu 150 Buff, to i Light Beige będzie dla Was idealny.
Komfort noszenia:
Krem jest niesamowicie leciutki, po nałożeniu niemalże nie czuć go na twarzy, buzia jest rozświetlona i wygląda bardzo naturalnie. Dwunastogodzinna trwałość to stwierdzenie trochę na wyrost moim zdaniem, produkt w nienaruszonym stanie utrzymuje się na mojej mieszanej cerze do ok. 5 h, później głównie na brodzie i czole pojawia się błysk i twarz wymaga zmatowienia. Nie jest jednak tak, że krem w ciągu dnia się rozpływa, czy znika z buzi, po prostu nie jest to podkład longlasting, przy którym można zrezygnować z jakichkolwiek poprawek przez cały dzień.
Podsumowując, jest to kosmetyk bardzo dobry, który z największą przyjemnością zużyję do końca. Nie określiłabym go jednak mianem mojego ideału. Kremów BB na rynku jest tyle, że sama możliwość eksploracji poszczególnych marek i ich produktów niezmiernie mnie cieszy. Mimo że jedne kremy sprawdzają się lepiej, drugie gorzej, to bez wątpienia żadnego z nich nie nazwałabym bublem kosmetycznym. Przyznam, że moja skóra bardzo polubiła się z tego typu kosmetykami i odwdzięcza mi się za miłe traktowanie zdrowszym wyglądem :D.
Na koniec chciałabym Was zaprosić na stronę sklepu AsianStore. Można tam znaleźć naprawdę wiele ciekawych produktów rodem z Azji. Moim zdaniem jest to świetne rozwiązanie dla osób, które nie za bardzo lubią się z ebay (tak jak ja zresztą ;D). Ceny są może wyższe, ale przesyłka dociera do nas w tempie ekspresowym. Na stronie istnieje również możliwość zakupienia próbek poszczególnych produktów, co jest świetnym rozwiązaniem, jeśli nie chcemy inwestować w pełnowymiarowy produkt, zanim się nie przekonamy, czy dany kosmetyk jest dla nas.
Jeśli interesuje Was więcej cudeniek z Azji, zapraszam do regularnego odwiedzania bloga. Na pewno wkrótce pojawią się kolejne recenzje "from Asia with love" :))).