Upalnych dni ciąg dalszy, choć mój weatherbug (gwoli wyjaśnienia to taki gadżet na pasku bocznym w windowsie, który pokazuje pogodę na najbliższe dni;)) zapowiada, że już jutro nastąpi załamanie pogody, będzie padać i zdecydowanie się ochłodzi. Jeśli sprawdzą się jego przewidywania, to z pewnością prędko zatęsknimy znowu do upałów:) Taka już nasza ludzka (a może jednak polska?) natura, że jak jest zimno to narzekamy, że nie jest gorąco, a jak jest gorąco, to chcielibyśmy, żeby było chłodniej.
Ale dziś mamy jeszcze upały i zakładam, że mimo wszystko jesień nie nadejdzie z dwumiesięcznym wyprzedzeniem (w końcu ledwo co zaczęło się to długo wyczekiwane lato!) i że temperatura prędko nie spadnie poniżej 20 stopni, dlatego chciałabym skrobnąć kilka słów o idealnych na lato minerałach, a właściwie to o podstawie naszego makijażu, czyli podkładzie. Mówcie, co chcecie, ale nawet najlepszy makijaż oka nie będzie wyglądał dobrze, jeśli nasza skóra pozostawi wiele do życzenia. Codzienna pielęgnacja to oczywiście podstawa, ale co zrobić, jeśli mimo to mamy pewne niedoskonałości, które chciałybyśmy zakryć, a lato nie sprzyja używaniu ciężkich, dobrze kryjących podkładów. Moja odpowiedź: zaopatrzyć się w podkład mineralny! Osobiście jestem wielką fanką podkładu Revlon Colorstay, jest to mój praktycznie "Święty Graal", jeśli chodzi o fluidy, ale niestety przy wysokiej temperaturze i słońcu zupełnie się nie sprawdza. Jest zbyt ciężki, na twarzy powstaje maska, a skóra poci się niemiłosiernie. Dlatego też jakiś czas temu rozpoczęłam poszukiwania mojej alternatywy na letnie dni i po wielu testach, znalazłam wreszcie kosmetyk, który mnie zadowala - podkład mineralny i.d. bareMinerals.
Podkład ten mam w odcieniu fairly light, bo w gruncie rzeczy bladzizna ze mnie, zakupiłam go w Sephorze za ok. 100 zł (cena regularna to 115 zł, ale wtedy miałam jakąś zniżkę). Nie jest to tani produkt, zdecydowanie, ale skusiłam się na niego, bo zmęczyły mnie już zakupy przez internet. Wcześniej zamówiłam kilka próbek podkładów z firmy Everyday Minerals klik, ale ilość odcieni tam jest tak duża, że ostatecznie żaden z zamówionych mi nie odpowiadał, podobnie zresztą jak ich wykończenie. Doszłam do wniosku, że lepiej zapłacić więcej, ale być w 100% zadowolonym (panie w Sephorze były tak miłe, że odsypały mi próbki interesujących mnie odcieni i mogłam je sobie spokojnie wypróbować w domu).
Z produktu jestem zadowolona w 95%. Skąd te -5%? Po kolei. Kolor jest idealnie dopasowany do mojego odcienia karnacji (ogólnie podkłady mineralne o wiele lepiej dopasowują się do kolorytu naszej skóry niż te w płynie), bardzo dobrze kryje (jedynie punktowo stosuję korektor), jest łatwy w aplikacji (łatwiejszy niż podkłady EDM, które były w pełni matowe, ten nie jest i wydaje mi się przez to bardziej miałki, delikatniejszy, do aplikacji zaś używam pędzla 109 z MAC, który zasadniczo przeznaczony jest do konturowania, ale w moim przypadku idealnie się sprawdza z tym podkładem), skóra może bez problemu oddychać.
Skąd więc do cholery te -5%?;) Już spieszę z odpowiedzią. Niestety dość prędko zaczynam się przy nim świecić w strefie T. Jest to minus dla mnie, ponieważ mam cerę mieszaną, ze skłonnością do przetłuszczania się głównie w obszarze czoła i brody. Warto jednak zauważyć, że zadaniem tego produktu nie jest matowienie naszej skóry, nie jest to również podkład typu longlasting, więc zasadniczo moje pretensje są nieuzasadnione;) No i są sposoby, żeby temu zaradzić lub przynajmniej nieco opóźnić proces błyszczenia się. Pierwszy z nich to zakupienie odpowiedniej bazy pod podkład mineralny. Firma bareMinerals oczywiście ma takową w swojej ofercie, nazywa się Prime Time.
Primer ma konsystencję lekko przezroczystego żelu, jest praktycznie bezzapachowy i, co najważniejsze, jest na bazie wody a nie silikonu, więc nie zatyka porów i nie sprzyja tym samym powstawaniu zmian skórnych (czego nie mogę powiedzieć o bazach silikonowych!). Jest również bardzo wydajny, na całą twarz wystarczy mniej niż jedna pompka. Na YouTube widziałam nawet filmiki, gdzie dziewczyny bazę dodają bezpośrednio do podkładu klik, ale w moim przypadku ten sposób zupełnie się nie sprawdził. Aplikacja była niewydajna (co przy cenie bazy 110 zł jest wieeeeelkim minusem) i na twarzy powstawała maska. Być może to ja robiłam coś źle, może jeszcze kiedyś spróbuję jeszcze raz;) Primer nieco niweluje wydzielanie sebum, ale z pewnością nie jest to 100% kontrola, dlatego tutaj radzę się zastanowić przed zakupem, jeśli macie bardzo tłustą skórę, to nie sądzę, żeby ten produkt się u Was sprawdził.
Drugi sposób, mój ulubiony, to Fix+ z MAC, którego zasadniczym zadaniem jest utrwalanie i odświeżanie makijażu.
Twarz spryskuję mgiełką i na tak zwilżoną aplikuję podkład wyżej wspomnianym pędzlem kolistymi ruchami (jest to metoda, którą bM nazywa swirl - tap - buff, czyli w wolnym tłumaczeniu zamieszaj - otrzep - wetrzyj). Fix+ sprawia, że nałożenie produktu staje się jeszcze łatwiejsze i makijaż trzyma się cały dzień, ale uwaga, nie można przesadzać z ilością, bo produkt zawiera glicerynę, która może sprawić, że skóra będzie się błyszczeć i może również zatykać pory. Produkt można zakupić w Polsce tylko i wyłącznie w salonach MAC za ok. 70 zł.
Trochę wymieniłam tutaj tych produktów, ale lato ma trzy miesiące i na pewno w tym czasie nie będę potrzebowała kolejnego podkładu ani kolejnej bazy/utrwalacza, gdyż wszystkie te produkty są bardzo wydajne. Dla mnie komfort mojej skóry to podstawa! Pamiętajcie, że podkład jest na Waszej twarzy praktycznie codziennie dobrych kilka godzin, dlatego według mnie warto zainwestować w coś lepszego, w czym będziecie się czuć dobrze i co będzie troszczyć się o Waszą skórę, nie zaś jej szkodzić.
Oj, chyba zbiera się na deszcz... Czyżby weatherbug miał rację? Trochę wody z nieba mimo wszystko by się przydało, nie sądzicie?
Pozdrawiam Was upalnie-mineralnie;)
xoxo
mojaKOSMETYKOmania




