Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery do paznokci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Femme Fatale

Po lakier L`Oreal z serii Color Riche sięgnęłam zachęcona pozytywnymi opiniami na blogach. Celowałam w czerń, ale akurat nie było, więc z okazji -40% w Rossmannie chwyciłam ponadczasową czerwień o numerze 403 i uwodzicielsko brzmiącej nazwie Femme Fatale. Zgodzicie się chyba, że czerwieni przecież nigdy za wiele? :)


Po lekturze tylu pochlebnych opinii od  Femme Fatale oczekiwałam naprawdę sporo, bo musicie wiedzieć, że z lakierami jakoś mi ostatnio nie po drodze. Malowanie doprowadza mnie do szału, a odpryski pojawiają się najczęściej już kolejnego dnia. Żeby kolor utrzymał się na moich paznokciach dłużej niż 24 h, musiałabym tylko siedzieć i pachnieć, a to raczej niewykonalne.



Emalia zamknięta w zaledwie 5 ml buteleczce (cena regularna: ok. 23 zł, w promocji: ok. 13 zł) okazała się bardzo trafionym zakupem. Lakier ma świetną, żelową konsystencję, która pozwala rozprowadzić kolor równomiernie po płytce. Intensywność można stopniować, dokładając kolejne warstwy. Schnie w mgnieniu oka bez wspomagaczy. Sam z siebie cudownie się błyszczy. I, co najważniejsze, jest trwały, bo na moich kapryśnych paznokciach, trzyma się nawet 3-4 dni. Sukces na całej linii!


Jedyny minus to w zasadzie cena i pojemność, bo po zaledwie kilku aplikacjach w buteleczce ostała się może połowa. Z drugiej jednak strony mogę być pewna, że lakier zużyję do końca, nim zdąży zgęstnieć i będzie nadawał się jedynie do wyrzucenia.



I jak Wam się podoba? Stawiacie na klasykę na paznokciach czy może wolicie bardziej odjechane kolory? :)




środa, 28 sierpnia 2013

Siema*, złotko :)

Za oknem ostatnie słoneczne podrygi, a ja dopiero rozpoczynam urlop i w zasadzie lato jeszcze przede mną. Pomału pakuję walizki i dobieram zawartość mojej wakacyjnej kosmetyczki. Przy okazji przeglądania lakierów "dobrych na plażę" w oko wpadła mi dawno zapomniana przeze mnie emalia z miss sporty w odcieniu złota.


Pamiętam, że lakier ten kupiłam, chcąc go wykorzystać do stemplowania. Do tego celu jednak ze względu na dość rzadką konsystencję kompletnie się nie nadawał i w związku z tym, że wtedy jeszcze pomalowanie całej płytki na złoto wydawało mi się oznaką kiczu przez duże K, buteleczka poszła w odstawkę.


Dzisiaj nastawienie trochę mi się zmieniło i ciekawa efektu machnęłam wszystkie 10 paznokci podwójną warstwą płynnego złota (edit: właśnie dołożyłam trzecią warstwę, która dopełniła całości). I co? I całość całkiem mi się podoba, na tyle, że odważę się tak wyjść do ludzi, a może nawet zabiorę ze sobą ten odcień w podróż.


A Wy co sądzicie? Złotko yay czy nay?

*Czy ktoś może wie, czy wyraz ten pisze się razem czy osobno? Nigdzie nie mogę znaleźć jednoznacznej odpowiedzi.



piątek, 2 sierpnia 2013

Essie: bahama mama

Najnowszy lakierowy nabytek od Essie - bahama mama. Trochę mnie zastanawia rodowód tej nazwy, bo kolor ze słońcem, plażą i palmami kojarzy się średnio. Jeśli chodzi o "mamuśkę", to mam tu zgoła inne skojarzenia ;). Zakupiłam, bo szukałam czegoś fajnego na stopy i razu pewnego mignął mi u jakiejś pani na ulicy burgund z domieszką fioletu. Efekt przy opalonej skórze na tyle mi się spodobał, że włączyło się chciejstwo.







Bahama mama to takie trochę buraczane wino z dozą fioletu właśnie. W butelce wygląda bardziej na biskupi fiolet, w praniu natomiast wychodzi różnie. W cieniu jest bardziej czerwony, w słońcu wybijają fioletowe nuty, których - jak na mój gust - mogłoby być odrobinę więcej. Konsystencja za to jest bajeczna, co mile mnie zaskoczyło, bo moje doświadczenia z Essie są bardzo skrajne. Lakier równomiernie się rozprowadza, nie tworzy smug, a po wyschnięciu nawet bez topa daje piękną taflę. Z trwałością bywa jednak różnie. W moim przypadku średnio po 2 dniach pojawiają się starte końcówki i odpryski. Przyznam jednak, że dużo zależy od tego, jak bardzo przyłożę się do aplikacji.
I jak Wam się podoba bahama mama?


piątek, 31 maja 2013

Lubię fiolet :)

Pogoda nas nie rozpieszcza, więc i na paznokciach królują nieco bardziej ponure kolory. Wygrzebałam lakier z Marizy, który dostałam jeszcze na lutowym spotkaniu blogerek, i jakoś nigdy wcześniej nie miałam okazji go wypróbować (sic!). A odcień jest naprawdę ładny, kremowy, przykurzony, fioletowy. Niemalże do złudzenia przypomina mi Parlez-Vous-OPI? z francuskiej kolekcji, który już jakiś czas temu zakończył swój sędziwy żywot. Wybaczcie tu i ówdzie kocie farfocle. Tej ilości sierści po prostu nie da się ogarnąć ;).


Lakier mieści się w 5 mililitrowej buteleczce i trzeba przyznać, że jest to pojemność idealna. Nic nie zdąży się zestarzeć. Aplikacja pomimo małego pędzelka była bardzo wygodna. Lakier idealnie rozprowadza się po płytce, już pierwsza warstwa okazała się kryjąca, a całość wyschła w tempie ekspresowym. Sądzę, że się polubimy.


Znacie Marizę?



sobota, 18 maja 2013

Butterfly Moment


Mój gust lakierowy ulega ostatnio zdecydowanej zmianie. Nietypowe kolory poszły w odstawkę na rzecz klasycznych czerwieni i róży. 

Jednym z moich ulubionych odcieni jest Butterfly Moment z kolekcji Mariah Carey zakupiony na targach w Poznaniu (30 zł za 15 ml).


Takiego koloru w swoich zbiorach jeszcze nigdy nie miałam. Jest to pudrowy róż z delikatnie perłowym połyskiem. Obok Malaysian Mist mój zdecydowany hit na wiosnę. 


Obsługa tego opika jest wyjątkowo przyjemna. Już pierwsza warstwa w pełni pokrywa płytkę. Ja standardowo daję dwie dla pogłębienia koloru, a całość utrwalam Seche Vite. Trwałość w zależności od wykonywanych prac domowych od 3 do 5 dni. 


A Wy jakie odcienie preferujecie wiosną? 




niedziela, 28 kwietnia 2013

Wiosenny mix

Dotarły do mnie ostatnio lakiery z kolekcji TOP SHOP w dwóch metalicznych odcieniach Crystal Clouds (od lewej) i Wisdom (od prawej).


W pierwszej chwili pomyślałam, że kolory i przede wszystkim wykończenie są kompletnie nie moje. Co jak co, ale metaliczny połysk na paznokciach to dla mnie zdecydowanie za dużo.


Parę sekund później pojawił się jednak przebłysk: "Ruffian!". Brokatowe tudzież foliowe odcienie stanowią, moim zdaniem, idealną bazę pod tego typu manicure. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Jako że za oknami wreszcie wiosna, połączyłam Crystal Cloud, który określiłabym jako srebro z nutą taupe, z odcieniem Peppermint od Rimmel.


Całość wyszła całkiem zgrabnie i sam lakier również oceniam na plus. Dobrze się nakłada, choć solo podkreśla nierówności na paznokciach. Czas schnięcia jest w normie, trwałość póki co trudno mi oceniać., ale ruffiany trzymają się u mnie zazwyczaj ok. 5 dni. Aktualnie możecie skorzystać też z promocji 2 lakiery (8 ml) za 45 zł.

Crystal Cloud w połączeniu z Peppermint dał całkiem przyjemny wiosenny mix, nie mam jednak pomysłu, z czym skomponować fiolet Wisdom. Może Wy mi coś podpowiecie?

PS. Produkt został przesłany mi do recenzji, fakt ten nie miał jednak najmniejszego wpływu na jej treść.




poniedziałek, 15 kwietnia 2013

I think peach pink!


Pozostaję w temacie paznokci i prezentuję dzisiaj mój najnowszy nabytek targowy, czyli OPI Malaysian Mist  z The Classic Collection. Co tu dużo mówić, uwielbiam ten delikatny brzoskwiniowy odcień!  


Lakier jest dość transparentny, aby uzyskać pełną głębię koloru potrzeba 3 warstw. To zazwyczaj dyskwalifikuje u mnie produkty tego typu, ale Malaysian Mist nakłada się bardzo dobrze, bo ma półżelową konsystencję, dzięki czemu też dość szybko schnie. Jeśli życzymy sobie delikatnego, mleczno-różowego efektu wystarczą 1-2 warstwy. 


Ostatnio obserwuję u siebie odejście od nietypowych, rzucających się w oczy kolorów na rzecz odcieni idących w kierunku klasyki. Chyba dojrzewam z wiekiem ;). Malaysian Mist to mój zdecydowany codzienny ulubieniec. 


A Wam jak się podoba? Hot or not?




niedziela, 14 kwietnia 2013

Ruffian

Długo się zastanawiałam, z czym by tu ugryźć Goldeneye od OPI. Takie "bling, bling" w czystej postaci to zdecydowanie zbyt dużo jak na moje gusta. W końcu postanowiłam spróbować z ruffianem i... przepadłam!


Kombinacja dwóch kolorów - OPI Goldeneye właśnie i Catrice Clayton My Hero - to ostatnio moja ulubiona wariacja na temat paznokci. Złoto stanowi idealne tło dla brudnoszarego brązu z mikroskopijnym złotawym pyłkiem.


Wykonanie takiego mani bez wątpienia wymaga odrobinę cierpliwości, ale w gruncie rzeczy jest łatwiejsze, niż może się wydawać. Ja nałożyłam dwie warstwy OPI, następnie odręcznie jedną warstwę Catrice i wszystko razem przykryłam Seche Vite. Pewnie nie jest to ruffian idealny, ale mimo to zbiera wiele komplementów od otoczenia. Taki manicure ma też jedną ważną zaletę - bardzo długo trzyma się na paznokciach, co dla mnie i ostatnio mojego wewnętrznego lenia jest rozwiązaniem idealnym :).

A Wy lubicie ruffiany? 



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Targi, targi i po targach...

Tak to już jest, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Ani się obejrzałam a targi i kolejne spotkanie wielkopolskich (i nie tylko) blogerek (i blogera ;)) już za mną. W pierwszej kolejności serdeczne podziękowania należą się MPT, które nie dość że zapewniły nam darmowe wejściówki, to jeszcze ugościły nas po królewsku, udostępniając salę konferencyjną i organizując poczęstunek.

Jeśli zaś chodzi o targi per se, to niestety przyznam, że miałam większe oczekiwania. Liczyłam przede wszystkim, że wystawców będzie więcej, że będą to zarówno znane jak i nieznane marki, że stoiska i ceny będą bardziej zachęcające. Tymczasem całość była ograniczona do zaledwie dwóch pawilonów, ścisk był spory, dominowały marki, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, głównie profesjonalne i salonowe. Stoiska były dość ciasne i nierzadko trzeba było przepychać się łokciami, żeby cokolwiek zobaczyć. Taki to już jednak chyba urok targów po prostu. W końcu nie są one nastawione na przeciętną Annę Kowalską, która chce zrobić zakupy po okazyjnych cenach, ale na profesjonalistów, którzy wykorzystują takie okazje do zapoznania się z nowinkami, do rozmów biznesowych i nawiązywania nowych kontaktów.

Generalnie cieszę się, że miałam możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu i chętnie zjawię się tam za rok, choćby żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło ;).

Poniżej kilka zdjęć pstrykniętych podczas buszowania wśród kosmetyków, ze spotkania i łupów oczywiście :D (kliknijcie, żeby powiększyć).












sobota, 23 lutego 2013

Red Allert!

Ostatnio na moich paznokciach notorycznie goszczą ruffiany i dzisiaj miałam zamiar przedstawić kilka wariacji kolorystycznych na ten temat, ale paznokcie nadal mam w nie najlepszej kondycji i wczoraj byłam zmuszona wszystkie skrócić, więc ostatecznie machnęłam je na jeden kolor, którego do tej pory tutaj jeszcze nie pokazywałam.


Zimy mam już po dziurki w nosie, więc chwyciłam dziewiczą buteleczkę od Joko z bijącą po oczach czerwienią Red Allert! Dziewiczą, bo od spotkania blogerek w Poznaniu, na którym wpadła w moje ręce, jeszcze nieużywaną i ze względu na to, że jest to mój pierwszy lakier Joko ever.
Red Allert! ma fajną żelkową konsystencję, dzięki czemu równomiernie się nakłada i kryje w zasadzie już przy pierwszej warstwie. Jak na żelek lakier jednak trochę długo schnie, w związku z czym pomimo pięknego błysku bez topa musiałam się wspomóc Seche Vite.


































Bardzo lubię takie czerwienie, lakier jest fajną alternatywą dla droższego OPI Red My Fortune Cookie, który nota bene uwielbiam i już prawie dobijam do dna buteleczki. Jedyne, czego w przypadku Joko nie pojmuję, to tak ograniczona dostępność. Dacie wiarę, że jeszcze nigdy przenigdy nie natknęłam się na ich kosmetyki w stacjonarnym sklepie? No chyba że odwiedzam nie te miejsca, co trzeba ;).



niedziela, 18 listopada 2012

Pięciu szpiegów

Fanką Bonda nigdy nie byłam i już chyba nie zostanę. Mało którą część obejrzałam w całości, bo najczęściej gdzieś w połowie gubiłam wątek. Na Skyfall do kina poszłam, a jak, ale po bardzo wczesnej pobudce i ciężkim dniu pracy... (tylko proszę, nie bijcie! :D) przespałam niemalże cały seans. Zdarzyło się to Wam kiedyś? Wstyd się przyznać, ale mi niejeden raz ;P.

Tradycją już chyba się stało, że z okazji większych produkcji filmowych OPI wypuszcza na rynek kolekcję lakierów. Tak też się stało w przypadku Skyfall. Gdyby nie zaoferowano mi kilku do testów, pewnie przeszłabym koło nich obojętnie, bo nie przepadam za bling, bling na paznokciach. Powiem Wam jednak, że to byłby spory błąd!


Trafiło do mnie 5 odcieni: (od lewej) The Spy Who Loved Me, Tomorrow Never Dies, Die Another Day, Goldeneye i The World Is Not Enough. Nie z każdym polubiłam się jednakowo, ale trzech szpiegów pokochałam miłością głęboką.


The World Is Not Enough powędrował na paznokcie w pierwszej kolejności. W srebrzysto-brązowawej bazie zatopione są różnokolorowe mikrodrobinki. Lakier daje niebanalne metaliczne wykończenie, którego kolorystyka zmienia się w zależności od padającego światła. Jak dla mnie cudo!

The Spy Who Loved Me przykuł moją uwagę jako drugi. Jest to piękna, soczysta czerwień. Baza ma żelkową formułę, więc bajecznie się rozprowadza i szybko schnie. Wisienkę na torcie stanowią jednak zatopione w lakierze złote drobinki. Efekt jest powalający! Odcień aż krzyczy: "Boże Narodzenie jest tuż, tuż" ;).
Die Antoher Day to kolejna czerwień, tym razem w wykończeniu frost. W odróżnieniu od The Spy Who Loved Me jest bardziej jesienna, miedziano-pomidorowa. Idealnie komponuje się z ubraniami w kolorze szmaragdowej zieleni. I tutaj aplikacja oraz czas schnięcie nie pozostawiają nic do życzenia, pomimo frostowego wykończenia pociągnięcia pędzlem są niemalże niewidoczne. Lubię go!


Goldeneye to prawdzie bling, bling. Jak słusznie zauważyła kosodrzewina o wiele lepiej pasowałaby do niego nazwa Goldenfinger ;). Jest to złoty brokat zatopiony w bezbarwnej bazie, który po trzech warstwach daje wykończenie foil. Jak dla mnie małe rozczarowanie. Życzyłabym sobie, żeby drobinek było mniej, wtedy lakier idealnie nadawałby się do layeringu. A tak za bardzo nie mam na niego pomysłu...


Tomorrow Never Dies najmniej przypadł mi do gustu. Na zdjęciu to indygo wpadające w granat, w rzeczywistości lakier ma bardziej fioletowy odcień. Wykończenie, jak widać na załączonym obrazku, to frost. Osobiście kompletnie nie czuję się w takich odcieniach, w związku z tym, jeśli któraś z Was ma na niego ochotę, niech napiszę o tym w komentarzu. Wśród zainteresowanych rozlosuję lakier w przyszłą niedzielę (25.11.2012). Szkoda, żeby marnował się w mojej kosmetyczce :).

W przypadku wszystkich lakierów aplikacja była bezproblemowa, czas schnięcia nawet bez topa ekspresowy, z trwałością bywało już różnie (od 2 do 4 dni).

Lakiery możecie zakupić na stronie kupkosmetyk.pl. Za zakup powyżej 200 zł przesyłka jest gratis.

Koszt lakieru to ok. 40 zł. Całkiem sporo! Osobiście życzyłabym sobie, żeby OPI w Polsce zastosowało taką samą politykę co Essie, czyli weszło do tańszych drogerii za niższą cenę. Konkurencja potrafiła zejść z ceny 49 zł w Douglasie do 35 zł (a niekiedy nawet 25 zł!) w Super-Pharm. Widać więc, że jak się chce, to można. Zakładam, że i popyt byłby wtedy znacznie większy i nie trzeba by szukać tych lakierów na allegro, ebay, czy w sklepach internetowych zza kałuży.

Co sądzicie?



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...