Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

Mandarynkowe usta z alverde

Zima jakoś nie chce odejść, a ja dokopuję się wreszcie do moich grudniowych (sic!) niemieckich zdobyczy. W większości są to właśnie zimowe edycje limitowane, może więc dobrze, że aura za oknem cały czas sprzyja otulaniu się ciepłym kocem i zażywaniu aromatycznych, gorących kąpieli. A wiosna i tak prędzej czy później się zjawi ;))).

Skoro za oknem wiatr hula i śnieg pruszy, warto mieć w kieszeni coś, co ochroni nasze usta przed zgubnym działaniem czynników atmosferycznych. W moim przypadku jest to waniliowo-mandarynkowy balsam do ust alverde.


Pomadka ta okrążyła już chyba blogosferę wzdłuż i wszerz, wcale jednak mnie to nie dziwi, bo produkt użytkuje się niezwykle przyjemnie. Kosmetyk jest w naturalny, pachnie świeżo, choć niezbyt intensywnie. Na próżno tu jednak szukać aromatu kwiatu wanilii, jeśli ktoś jest fanem. Zapach mandarynki zdecydowanie dominuje, jeśli o dominacji można mówić w przypadku ledwie wyczuwalnej woni. Nie jest to jednak wielkie manko, bo produkt nadrabia właściwościami pielęgnacyjnymi. Konsystencja jest dość zwarta, momentami grudkowata, jednak w kontakcie z ustami sztyft mięknie i ładnie sunie po wargach, pokrywając je solidną warstwą ochronną. A w tym wszystkim najlepsze jest, że pomadka kosztuje zaledwie 1,50 Euro! Gdyby tylko dm był jeszcze za rogiem ;).

Znacie? Lubicie? 




niedziela, 23 grudnia 2012

Berlińskie zdobycze

Jak już wspominałam w jednym z poprzednich postów, tydzień temu wybrałam się ze znajomymi do Berlina na świąteczny jarmark. Pogoda kompletnie nie dopisała, niemalże cały weekend lało, poza tym stolicę Niemiec opanowały prawdziwe tłumy... Przysięgam, że takiego tłoku w galeriach handlowych nie widziałam jeszcze nigdy! No ale tłumy, nie tłumy, o pewne sklepy zahaczyć po prostu trzeba ;). No i zgadnijcie, gdzie zeszło mi najdłużej? Myślę, że zdjęcia powiedzą same za siebie ;).





Żeli pod prysznic z Balea jeszcze nigdy nie miałam, co mnie w sumie dziwi, zważając na ich "zawrotną" cenę 0,65 EUR. Zapachy (tutaj: figa i czekolada oraz czereśnie i migdały) są obłędne i żałuję, że nie skusiłam się na więcej, ciężko jednak robić zakupy, gdy poganiają cię trzy nie rozumiejące twoich kosmetycznych potrzeb osoby ;).

Piankę truskawkową kupiłam pod wpływem recenzji blogerek i już się nie mogę doczekać, żeby sprawdzić, co to za cudo. Wizualnie kosmetyk prezentuje się świetnie i aż nie mogę się nadziwić, że za naprawdę niewielkie pieniądze (1,25 EUR) Balea oferuje coś tak przyjemnego dla oka.

Wiele blogerek zachwala też pomadkę ochronną alverde o zapachu wanilii i mandarynki, więc i jej nie mogłam sobie odmówić. Kosztowała całe 1,15 EUR (sic!). Zapach jest bardzo delikatny, ja w zasadzie wyczuwam tylko mandarynkę, ale właściwości pielęgnacyjne jak najbardziej na 5.

Będąc w Niemczech robię nie tylko zakupy kosmetyczne, ale buszuję też w marketach w poszukiwaniu przysmaków, których w Polsce (jeszcze) nie ma. Tym razem trafiłam na coś takiego :).


A Wy jakie sklepy odwiedzacie podczas zagranicznych pobytów?

sobota, 1 grudnia 2012

Kochanie, umyłem dzieciaki! + moc prezentów

Honey, I washed the kids! to zdecydowanie najlepsza nazwa i najlepszy zapach Lush. To połączenie miodu i karmelu mogłabym wąchać bez końca! Można go kupić pod najróżniejszymi postaciami: mydła, żelu pod prysznic, perfum. Miałam okazję używać mydełka, ale dość słabo się pieniło i nie było jakieś rewelacyjne dla skóry, dlatego tym razem zdecydowałam się na żel pod prysznic o tym samym zapachu, ale innej nazwie It`s raining men.


Produkt jest bardzo przyjemny w użyciu. Moje początkowe obawy, że będzie wodnisty i będzie słabo się pienił, okazały się zupełnie nieuzasadnione. Trochę rozczarował mnie jednak zapach, który jest zdecydowanie mniej intensywny niż w przypadku mydła i znacznie krócej utrzymuje się na skórze. To dość spore manko, kiedy dany kosmetyk kupuje się głównie dla doznań węchowych, bo myć to on myje, co zresztą było do przewidzenia.

Mikołajki jeszcze nie nadeszły, a ja ostatnio dostaję same prezenty :))).Jako że jak najbardziej pasują one do kąpielowego tematu, to się nimi w tym miejscu chętnie pochwalę ;).

Nie dalej jak w czwartek przyszła do mnie przesyłka z UK od Ani, autorki bloga cherrylassie.blogspot.co.uk. W paczce znajdowały się niesamowicie urocze produkty marki Amazon Soaps: bomby do kąpieli English Rose i Rasperry Coconut oraz mydełko Pink Sugar Cupcake Soap. Amazon Soaps to firma produkująca kosmetyki wytwarzane ręcznie ze składników naturalnych. Coś jak Lush, ale robiony bardziej w domowym zaciszu.


Nie mogę się doczekać, kiedy je wypróbuję. Wizualnie i węchowo moje serce skradło mydło, które nie dość że ma kształt uwielbianych przeze mnie babeczek, posypane jest różowym brokatem, to jeszcze pachnie dokładnie jak Honey, I washed the kids!


Jako wisienka na torcie, a może raczej powinnam powiedzieć truskawka, przyszła wczoraj przesyłka od Goshi z bloga rozowaszpilka.blogspot.com. Znalazłam w niej, obok truskawkowych słodkości (:D), truskawkowe mydełko Alverde. Różowa kostka pachnie bardzo ładnie, truskawkowo, ale nie nachalnie. Dodatkowo zatopione są w niej drobinki owoców. Normalnie uczta dla ciała i zmysłów! :)


Dziękuję Wam dziewczyny! Jesteście pyszne ;D



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...