Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 sierpnia 2013

Essie: bahama mama

Najnowszy lakierowy nabytek od Essie - bahama mama. Trochę mnie zastanawia rodowód tej nazwy, bo kolor ze słońcem, plażą i palmami kojarzy się średnio. Jeśli chodzi o "mamuśkę", to mam tu zgoła inne skojarzenia ;). Zakupiłam, bo szukałam czegoś fajnego na stopy i razu pewnego mignął mi u jakiejś pani na ulicy burgund z domieszką fioletu. Efekt przy opalonej skórze na tyle mi się spodobał, że włączyło się chciejstwo.







Bahama mama to takie trochę buraczane wino z dozą fioletu właśnie. W butelce wygląda bardziej na biskupi fiolet, w praniu natomiast wychodzi różnie. W cieniu jest bardziej czerwony, w słońcu wybijają fioletowe nuty, których - jak na mój gust - mogłoby być odrobinę więcej. Konsystencja za to jest bajeczna, co mile mnie zaskoczyło, bo moje doświadczenia z Essie są bardzo skrajne. Lakier równomiernie się rozprowadza, nie tworzy smug, a po wyschnięciu nawet bez topa daje piękną taflę. Z trwałością bywa jednak różnie. W moim przypadku średnio po 2 dniach pojawiają się starte końcówki i odpryski. Przyznam jednak, że dużo zależy od tego, jak bardzo przyłożę się do aplikacji.
I jak Wam się podoba bahama mama?


sobota, 20 października 2012

Chubby Cheeks

Tego essiaka kupiłam już chyba ze dwa miesiące temu, ale do tej pory jakoś nie miałam okazji go Wam pokazać. Jakoś się nie składało, co w sumie jest dziwne, bo to ostatnio jeden z moich ulubionych odcieni.


Sama nie wiem, jak opisać ten kolor. Trochę czerwony, trochę koralowy, na pewno stonowany, idealny na jesień. Co tu dużo pisać, mi się podoba. A Wam?

P.S. Po raz kolejny sprawdza się stara prawda, że jakość lakieru nie zależy od marki, a od odcienia. O ile Sand Tropez u mnie na paznokciach trzyma się tragicznie, to Chubby Cheeks potrafi wytrzymać nawet tydzień bez uszczerbku. Nakłada się również rewelacyjnie! I bądź tu kobieto mądra i wiersze (posty) pisz... ;)



środa, 1 sierpnia 2012

Lato w Sa(int)nd Tropez

Pierwszy dzień w nowej pracy za mną... Nie było tak najgorzej ;). Mam nadzieję, że z każdym kolejnym dniem będzie tylko lepiej i lepiej :))). Mimo że tam, gdzie teraz pracuję, nie ma ściśle określonego dress code, nie chciałam na początku za bardzo wyróżniać się kolorem paznokci, zdecydowałam się więc na zakupiony niedawno Sand Tropez od Essie.


Kolor to przepiękny, chłodny beż z (na moje oko) delikatną domieszką szarości. Jednak o ile odcień jest naprawdę ładny, sam lakier należy do trudnych we współpracy. Jest gęsty i trzeba się napracować, by nałożyć go równomiernie. Na domiar złego po jednym dniu stukania w klawiaturę lakier zaczyna się "odklejać" od paznokcia. Póki co jeszcze się trzyma, ale wystarczy go lekko podważyć i odejdzie płatem (ubytki widać na zdjęciu niżej, w rogu paznokcia już się nie trzyma :((( ). Nie tego oczekuję od produktu za 35 zł (choć ten w promocji kosztował mnie akurat 26 zł).


Po raz kolejny potwierdza się prawda, że nawet w obrębie jednej marki mamy lakiery o różnej jakości. Ten egzemplarz jest niestety felerny, ale i tak będę go używać ze względu na kolor.

A jakie są Wasze doświadczenia z Essiakami?



niedziela, 22 lipca 2012

Na pokuszenie II ;)


Zanim zacznie się nowy tydzień i nie będę miała czasu na notki, wodzę Was na pokuszenie dzisiaj po raz drugi ;))). Jak pewnie wszyscy zdążyli już zauważyć, aktualnie mamy czas przecen, od których ja oczywiście postanowiłam trzymać się z daleka. Jest to nie lada wyzwanie, zwłaszcza kiedy koleżanki codziennie w pracy prezentują nowe fatałaszki nabyte po śmiesznych cenach. Postanowiłam zaspokoić dzisiaj moją ciekawość i zrobić małą rundkę po sklepach. Tak dla spokoju sumienia ;))). Poszłam, poprzymierzałam, nic mnie nie zachwyciło, z ulgą odwiesiłam na wieszak. Ufff ;)))

W tym miesiącu nie nabyłam jeszcze jednak żadnego Essiaka, a zgodnie z moim postanowieniem miesięcznie na jednego mogę sobie pozwolić :))). Okazało się, że przeceny dotarły też do Super-Pharm. Aktualnie wszystkie lakiery Essie są po 26,24 zł! Czaiłam się na Tart Deco, ale akurat tego odcienia spośród wszystkich nie było. Stwierdziłam, że wezmę więc jakiegoś nudziaka. Chwilę podumałam i chwyciłam Sand Tropez, a skoro lakiery były już przecenione, to capnęłam jeszcze Chubby Cheeks akonto przyszłego miesiąca (choć nie wierzę, żeby w sierpniu udało mi się zachować lakierową wstrzemięźliwość ;).

Od lewej: Sand Tropez, Chubby Cheeks
Ogółem z zakupów wyprzedażowych jestem baaaardzo zadowolona ;P. Który pójdzie na pierwszy ogień? Luna pomogła mi już wybrać ;))). Chyba stwierdziła, że świetnie będzie komponował się z jej futrem ;).



niedziela, 15 lipca 2012

In love!

Myślałam, że nigdy nie stanę się fanką lakierów Essie, ale odwiedziłam Superpharm... oczy wyszły mi z orbit na widok wypełnionej po brzegi szafy... polampiłam się przez jakieś 30 min. na zachwycającą gamę kolorów... w końcu capnęłam jeden i... nie żałuję :).


Zdecydowałam się na Dive Bar (cena: ok. 32 zł), piękny duochrome mieniący się kolorami od granatu, poprzez turkus po zieleń. Zdjęcia naprawdę nie są w stanie oddać jego uroku. Kolor niby nie letni, ale moim zdaniem świetnie będzie komponował się z opaloną skórą i dżinsem ;). Idealny odcień zarówno jako lakier "ręczny" jak i "stopny" :).



Do tej pory moje doświadczenia z essiakami były raczej średnie. Nie odpowiadały mi zwłaszcza ich cienkie pędzelki oraz leista, smużąca formuła.  Najwyraźniej zaszły jednak zmiany, gdyż pędzelek jest przyjemnie szeroki i dwoma maźnięciami można bez problemu pokryć płytkę, lakier ma też rewelacyjną konsystencję, idealnie się aplikuje, nie rozlewa i jest kryjący już po pierwszej warstwie.


Wpadłam jak śliwka w kompot i chcę więcej. Mam jednak postanowienie, że miesięcznie mogę pozwolić sobie na co najwyżej jeden lakier, bo do najtańszych one nie należą. Może Wy polecicie mi jakiś konkretny odcień? :D




poniedziałek, 11 czerwca 2012

Essiakowy róóóóóżżżżż... i P.S.

Ostatni z lakierów wygranych u Aliss. Ten lakier mogłam wybrać sobie sama, ale ostatecznie chyba nie był to jednak wybór zbyt udany. Tour De Finance to intensywna fuksja z dziwacznym połyskiem.


Niby jest kremowy, ale jednak nie do końca. Kolor bez wątpienia nie jest płaski, ma w sobie coś z perłowego połysku, który w zależności od padającego światła mieni się nieco na niebiesko, czego jednak nie udało mi się uchwycić na zdjęciach.


Straszny dziwak z tego Essiaka i o ile tego typu róże na lato są dla mnie jak znalazł, to to wykończenie chyba nie do końca mi odpowiada.


Jest to dopiero mój drugi lakier Essie. Wiele naczytałam się o pozostawiającej sporo do życzenia jakości, wąskich pędzelkach itp. itd. Tour De Finance nie mam jednak nic do zarzucenia. Lakier nakłada się rewelacyjnie, już pierwsza warstwa daje ładne krycie i piękny połysk, Essiak na paznokciach trzyma się dobre 4-5 dni. Zakładam, że jakość w dużej mierze zależy od danego egzemplarza.

No i co myślicie? Hot or not?


P.S. Dzisiaj dzień GlossyBox. Nie będę zamieszczać posta o kolejnym pudełku. Powiem tylko tyle, że dość znacząco mnie rozczarowało. Gdzie te luksusowe produkty? No i znowu kosmetyk do włosów i krem do twarzy... W poprzednich pudełkach znalazłam jednak kilka swoich perełek. Chciałybyście poczytać, co szczególnie przypadło mi do gustu?


piątek, 30 marca 2012

Chwalipięta w nos kopnięta ;)

Wybaczcie, ale muszę się pochwalić, bo to chyba pierwszy raz, kiedy udało mi się wygrać tak fajną nagrodę i normalnie jestem cała w skowronkach :))) Jakiś czas temu wzięłam udział w rozdaniu u Aliss, autorki bloga Trochę szaleństwa, trochę rozsądku, na który oczywiście Was wszystkie serdecznie zapraszam ;))). Dzisiaj dotarły do mnie moje cukiereczki i cieszę się szalenie, bo jakoś nie składało mi się, żeby kupić któryś z lakierów OPI Holland Collection, mimo że limitowanka bardzo mi się spodobała. Koniec końców lakiery przywędrowały do mnie same :D.


Od lewej: Pedal Faster Suzi!, I Have A Herring Problem, Red Lights Ahead... Where?, Kiss Me on My Tulips
Czyż nie są piękne? Te malusie buteleczki są po prostu prze, prze, przesłodkie! Zobaczymy tylko jak mi się będzie malować paznokcie równie malusim pędzelkiem ;P. 

Nazwy kolorów i opisy jak zwykle powalają :D
Dodatkowy bonus to pełnowymiarowy lakier Essie z wiosennej kolekcji Navigate Her, który mogłam sobie wybrać sama. Wahałam się między dwoma odcieniami A Crewed Interest i Tour De Finance. Decyzję ostatecznie podjęła za mnie Aliss. Bless you woman! ;)


Który Waszym zdaniem powinien pójść na pierwszy ogień? :)))


wtorek, 8 marca 2011

Odziana w szynszylę ;)

Cały czas liczę po cichu na to, że zima skończy się lada dzień. Póki jednak mamy jeszcze tę chłodniejszą porę roku, staram się robić jak najlepszy użytek z jesienno-zimowych kolorów. Już tak mam, że makijaż, strój etc. musi pasować do otaczającej mnie aury, w związku z tym odkurzyłam dawno zapomniany lakier Essie w kolorze Chinchilly.
Jest to mój pierwszy i jedyny Essie, który wśród pozostałych lakierów zajmuję pozycję "starszaka", gdyż ma już ok. 1,5 roku i to w zasadzie od niego (pomijając OPI Parlez Vous OPI?) zaczęła się moja przygoda z dziwnymi, nietypowymi kolorami. Lakier na blogach opisywany jest jako szarość z domieszką beżu. Mi się kojarzy z betonem i mimo że nie jest to szczególnie malownicze porównanie, to odcień bardo lubię, bo ogólnie mam manię na punkcie szarych i melanżowych ubrań ;). 
Aplikacja po 1,5 roku jest znośna. Lakier odrobinę zgęstniał i momentami przy dużej powierzchni płytki (np. kciuka), trudno jest go nałożyć równomiernie, schnie również nieco dłużej niż kiedyś, ale myślę, że jeszcze trochę mi posłuży. Na zdjęciu występuje w zaszczytnym towarzystwie Essie Good to go! - stąd ten połysk.

A jakie kolory Wy teraz nosicie na paznokciach? :)))

wtorek, 2 listopada 2010

Stronger, Faster, Harder

Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie wyobrażam sobie chodzić z niepomalowanymi paznokciami. Bez warstwy choćby odżywki czuję się po prostu łyso. Jednocześnie, jak bardzo lubię mieć pomalowane paznokcie, tak nie przepadam za procesem ich malowania, zwłaszcza gdy trzeba czekać wieki, aż lakier wyschnie i znowu będzie można coś zrobić z rękami. Ze względu na swoje lenistwo i niecierpliwość nie wyobrażam sobie mojego manicure bez "dopalaczy" ;).

Manicure zaczynam zazwyczaj od proteinowej bazy pod lakier marki Essie. Baza ma konsystencję zwykłego lakieru, a ze względu na swój mleczny kolor wybiela naszą płytkę. Paznokcie wyglądają wtedy na zdrowe, ładnie się błyszczą. Czasami, gdy nie mam ochoty robić pełnego manicure nakładam po prostu cienką warstwę tego produktu. Bardzo podoba mi się taki naturalny efekt.

Sama baza jako baza pod lakier moim zdaniem nie do końca się sprawdza. Nie zauważyłam, żeby produkt jakoś szczególnie wzmacniał moje paznokcie (w dalszym ciągu zdarza im się rozdwoić), ani żeby przedłużał żywotność lakieru, choć z tym bywa u mnie naprawdę różnie. Czasami po dwóch dniach lakier nałożony na bazę odchodzi płatami, czasami trzyma się ok. tygodnia. Nie mam pojęcia od czego to zależy. Na pewno im cieńsza warstwa produktu na płytce tym lepiej, inaczej później nałożony lakier robi się gumowaty i dłużej schnie. Warto również poczekać, aż baza dobrze przeschnie, w innym razie nałożenie lakieru może sprawiać trudności, będzie on rozprowadzał się tępo i nierównomiernie. Summa summarum z tego produktu jestem średnio zadowolona i raczej nie kupię go ponownie. Za cenę 13,95 Euro (w produkty Essie zaopatrywałam się w niemieckim Douglasie) spodziewałabym się czegoś lepszego... Tytułowe "stronger" w tym wypadku nie ma racji bytu ;).

Inaczej rzecz się ma w przypadku top coat`u marki Essie "good to go!". Z tego produktu jestem naprawdę zadowolona i nie żałuję ani jednego wydanego centa (koszt to również 13,95 Euro). Top coat przyspiesza wysychanie lakieru i przedłuża jego trwałość. Mamy tu więc i "Faster" i "Harder" ;). Produkt ma idealną konsystencję, jest na tyle gęsty, że nie rozlewa się po całej płytce paznokcia i skórkach, i jednocześnie na tyle rzadki, że można go łatwo rozprowadzić. Lakier po potraktowaniu "good to go!" błyszczy się niczym tafla wody, schnie szybko, ale z wykonywaniem jakiś grubszych prac domowych itp. radziłabym poczekać ok. 40 min., aż w pełni stwardnieje, inaczej mogą pojawić się delikatne odciski (w takim wypadku często nakładam dodatkową warstwę TC, by zniwelować nierówności - to taka mała rada). Później lakier jest twardy jak skała :). Jeśli chodzi o zastrzeżenia, to mam wrażenie, że podczas kilku pierwszych aplikacji TC wysychał błyskawicznie, teraz po ok. 1,5 miesiąca użytkowania ten czas zdaje się nieco wydłużać. Ponadto, baza po jej kilkakrotnym użyciu do utwardzenia czerwonego lakieru zabarwiła się delikatnie na różowo. Nie ma to jednak wpływu na inne stosowane z nią kolory, co najwyżej psuje wrażenia estetyczne buteleczki ;). Podsumowując, bardzo lubię ten produkt, jest niezwykle praktyczny, choć cena może skutecznie odstraszyć, w moim odczuciu jest to jednak specyfik warty inwestycji. 

Na koniec jeszcze słów kilka o O.P.I. Rapid Dry Top Coat, której używałam do tej pory. Z przykrością muszę stwierdzić, że produkt ten po ok. 6 miesiącach użytkowania i przy ok. 1/4 pozostałej zawartości stał się nie do użytku, po prostu zgluciał i jedyne, co przy jego pomocy można było uzyskać na paznokciu to "artystyczne" pęcherzyki powietrza. Wcześniej zachwycałam się tym produktem, bo przez długi czas był naprawdę rewelacyjny i wydawał mi się wart swojej ceny. Teraz wkurza mnie jednak myśl, że wydajemy ok. 70 zł (ja swoją buteleczkę na szczęście dostałam  w prezencie do przetestowania), a mimo najlepszych chęci nie jesteśmy w stanie zużyć go do końca. Polecam, jeśli jesteście w stanie wykorzystać ten produkt w przeciągu 3-4 miesiący, jeśli zaś macie zamiar stosować go tylko na specjalne okazje, to radzę sobie darować, bo połowa pewnie i tak wyląduje w koszu :/. Mam tylko cichą nadzieję, że taki sam los nie spotka top coat`u z Essie...

A Wy co polecacie do szybkiego manicure? Oczywiście coś poza Seche Vite, który znają już chyba wszyscy ;).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...