Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 października 2012

Fokus na usta

Jak obiecałam, tak zrobiłam. Mam dziś do pokazania makijaż zmalowany kosmetykami z wrocławskich łowów. Jakość zdjęć na kolana nie powala, ale ja po prostu nie mam do tego drygu i za cud uznaję, że w ogóle cokolwiek udało mi się uchwycić ;).

No to raz, dwa, trzy... Magdalena patrzy :D



I w wersji "na okularnicę"...


Jestem w stanie przekonać się do tej czerwieni na sobie. Na pewno na większe wyjścia, nie wiem, czy na co dzień. Chyba mimo wszystko brakuje mi odwagi... Muszę jednak przyznać mało skromnie, że połączenie czerni oprawek z czerwienią ust szalenie mi się podoba :))).

Makijaż oczu jest prosty jak konstrukcja cepa: Patina na ruchomej powiece, brąz od Bell w zewnętrznym kąciku, załamaniu i wzdłuż dolnej linii rzęs, matowy beż w wewnętrznym kąciku i pod łukiem brwiowym, kreska żelowym eyelinerem w brązowym odcieniu.

Tak toto wygląda w zbliżeniu...


Ciekawa jestem, jaki jest Wasz stosunek do czerwonej szminki w ogóle i w szczególe. Hot or not?



poniedziałek, 15 października 2012

Wrocławskie zdobycze

W ten weekend miałam przyjemność odwiedzić dom rodzinny, a jak już jestem u rodziców to niemalże obowiązkowym punktem programu jest wyprawa na małe zakupy do Wrocławia, a skoro Wrocław, to oczywiście Magnolia, a jak Magnolia, to nie może się obyć bez zahaczenia o MAC, a skoro MAC to do koszyka musi wpaść jakiś cień... I tak też się stało ;).


Wykończyłam Patinę, a że jest to moim zdaniem idealny odcień na jesień, uzupełniłam zbiory. Przy okazji uzbierało mi się 6 opakowań po innych MACzkach, więc mogłam wybrać sobie szminkę. Już dawno miałam ochotę na jakąś czerwień, bo postanowiłam oswoić się z tym kolorem na moich ustach i ostatecznie padło na odcień On hold.


Patina to naprawdę przepiękny odcień, jeden z moich ulubionych. MAC opisuje go jako brązowy taupe ze złotą perłą. Ja osobiście dostrzegam w nim dodatkowo lekko różową poświatę. Wykończenie to Frost, ale efekt bling bling jest dość subtelny. Zdecydowany "muszęmieć", szczególnie na tę porę roku.


Czerwone szminki uwielbiam, ale głównie podziwiać, nieco mniej nosić. Skoro jednak ta pomadka nie kosztowała mnie ani złotówki, postanowiłam wybrać kolor, którego normalnie pewnie bym nie kupiła, zwłaszcza za regularną cenę. Ryzyk-fizyk, jak to się mówi. On hold to wg producenta średnia malina o żółtych podtonach, na moich ustach to jednak zdecydowanie czerwień, nieco przygaszona, ale jednak czerwień. Szminka ma wykończenie Cremesheen, stopień jej krycia można swobodnie kontrolować, od lekkiej maliny, po kryjącą czerwień. Jej barwa w dużej mierze zależeć będzie od naturalnego koloru ust.

Przy okazji zahaczyłam jeszcze o stoisko Bell i capnęłam dwa pojedyncze matowe cienie: 145 i 147. Pierwszy to cielisty beż, drugi to chłodny brąz, który z powodzeniem można by określić jako taupe. Maty zazwyczaj są trudne we współpracy, nierzadko bywają kredowe, te cienie uwielbiam natomiast za ich aksamitność, stopień krycia i niską ceną (8,40 zł za jeden cień).


Dzisiaj mam wolne, więc pewnie zmaluje coś przy pomocy tego zestawu. Jeżeli efekty będą zadowalające, pewnie się Wam pochwalę ;).



poniedziałek, 2 lipca 2012

BuBell ;)

Dziś paznokcie "na grzeczną dziewczynkę" ;), czyli lakier do frencha Bell w odcieniu 04 podrasowany flake'owym topem My Secret. Połączenie bardzo mi się podoba, paznokcie wyglądają subtelnie, ale jednocześnie przyciągają uwagę, zwłaszcza gdy pod odpowiednim kątem pada na nie światło.


Lakier Bell to jednak BuBell ;) jakich mało. Uwielbiam ten odcień mlecznego różu, którego intensywność można stopniować wedle uznania (1 warstwa delikatnie wybiela płytkę, 2 nadają kolor, 3 dają pełne krycie). Mimo że lakier jest dość rzadki i czasami zalewa skórki przy aplikacji, nie miałabym mu nic do zarzucenia, do szewskiej pasji doprowadza mnie jednak jego trwałość. Po jednym dniu lakier zaczyna odklejać się od płytki i schodzi płatami. Denerwuje mnie to, bo na taki kolor maluję paznokcie zazwyczaj, kiedy wiem, że nie będę miała czasu ich przemalowywać w ciągu tygodnia i potrzebuję odcienia, który pasuje do wszystkiego. Z drugiej strony nie mogę oczekiwać cudów od lakieru za 6 zł...


A Wy jesteście zwolenniczkami takich odcieni, czy wolicie coś bardziej zdecydowanego?:)

sobota, 23 czerwca 2012

Milion powodów :)))

W piątek zrobiłam mały najazd na Naturę. Staram się ograniczać wydatki na kosmetyki, głównie ze względu na to, że moim chwilowym priorytetem jest chęć wyposażenia mieszkania. Od czasu do czasu nachodzi mnie jednak kosmetyczny głód i nie ma zmiłuj, kilka drobiazgów musi wjechać do koszyka i tym samym do kosmetyczki ;))).


Powodów do zakupu poszczególnych produktów miałam oczywiście sporo :)

Skin Finish Compact Powder z Catrice... bo skończył mi się puder z Bourjois i wciąż poszukuję niedrogiego ideału, a pudełeczko wyglądało tak zachęcająco :))).

Multi Colour Blush z Catrice... bo moje róże są już na wyczerpaniu (aha, akurat ;P) i potrzeba mi było czegoś w uniwersalnym kolorze, a czterokolorowe paski dają naprawdę piękny efekt zarówno razem jak i osobno :))).

Maskara Rimmel Glam Eyes... bo moja maskara jest również na wyczerpaniu, a tę poleciła mi koleżanka, poza tym miała być w promocyjnej cenie, co jednak okazało się bujdą przy kasie, mi natomiast nie chciało się już zastanawiać nad inną i takim to sposobem stałam się ofiarą zmyślnych marketingowców ;))).

Lakier do frencha z Bell... bo dawno nie malowałam paznokci na neutralne kolory, a sam lakier kosztował raptem 6,99 zł i dodatkowo polecała go u siebie na blogu kosodrzewina. Nie mogłam nie ulec pokusie :))).

Lakiery essence w odcieniach Make It Golden i Blue Addicted... bo to już klasyki i wstydem jest nie mieć ich w swojej kolekcji, zwłaszcza że są tanie jak barszcz (5,49 zł za sztukę) :))).

Takim to sposobem każdy mój zakup został usprawiedliwiony, a moje sumienie uspokojone ;))). Czy o którymś produkcie chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności?


sobota, 11 lutego 2012

Teraz Polska!

Marka Bell na polskim rynku kosmetycznym ma już dość długą tradycję. W pamięci mam jeszcze szminki Bell, które potajemnie wyciagałam z maminej kosmetyczki. Sama natomiast podczas buszowania w drogeriach rzadko zaglądałam do ich szafy, może dlatego że najczęściej trudno się na nią natknąć ;).

Jak już wiecie, podczas ostatniej wizyty w Naturze, zakupiłam puder Bell Pocket 2Skin Mat. Co mnie skusiło? W pierwszej kolejności testy organoleptyczne ;), podczas których puder wykazał najbardziej aksamitną teksturę, w drugiej zaś cena (ok. 18 zł za 9 g). Zawsze mam trudności ze znalezieniem pudru, który w pełni by mi podpasował. Do tej pory używałam Vichy Dermablend, który nadal bardzo lubię, ale zmęczyła mnie już jego sypka formuła i wiecznie przypruszone bielą lustro. Postawiłam na produkt polski w kamieniu i... nie zawiodłam się :).
Puder świetnie się aplikuje, jest drobno zmielony, ale jednocześnie zbity, więc nie pyli. Produkt jest transparentny, nie nadaje koloru, mimo to może niezcznie odznaczać się na twarzy, co postrzegam jako jego główną wadę. Minus ten rekompensuje mi jednak fakt, iż kosmetyk świetnie matuje buzię. Przy mojej mieszanej cerze po zastosowaniu mogę zapomnieć o nieestetycznym błysku na dobre 6-7 h, choć tu oczywiście wiele zależy również od użytego podkładu.
Czy kupię go ponownie? Trudno powiedzieć. Myślę, że w dalszym ciągu będę szukać czegoś bliższego ideału. Bez wątpienia jest to jednak świetny wybór przy dość ograniczonym budżecie kosmetycznym.

A jakie są Wasze doświadczenia z produktami naszej rodzimej marki?

niedziela, 29 stycznia 2012

Łupy

Ze względu na różne inne wydatki nie po drodze były mi ostatnio zakupy kosmetyczne. Po drodze mi jednak do Natury, co niestety okazało się odrobinę zgubne, tym bardziej że wstawili w Poznaniu wreszcie szafę Catrice. Udanie się do drogerii po rzeczy najpotrzebniejsze było jednocześnie dobrą okazją ku temu, żeby w koszyku zaplątało się kilka rzeczy nadprogramowych ;))).

Z produktów potrzebnych na zdjęciu znajduje się korektor - osławiony już Dermacol - oraz puder Pocket 2Skin Mat - pierwszy produkt Bell w mojej karierze. Z produktów nadprogramowych do koszyka powędrował wszechobecny ostatnio na różnego rodzaju blogach podkład w żelu Rimmel Match Perfection (w Naturze ostał się zaledwie jeden słoiczek w odcieniu Ivory, więc nie mogłam przegapić takiej okazji, tym bardziej że blogerki wyśpiewują na jego temat pochwalne peany ;)). Dawno też nie kupowałam żadnych lakierów, więc wypadało nadrobić "braki". Skusiłam się na trzy lakiery Catrice (od lewej: 600 After Eight, 120 Plum Play With Me, 630 Sing: Hey, Dirty-Lilah!) oraz jeden, ostatnio również bardzo popularny na blogach odcień My Secret (nr 104).

Trochę się tego uzbierało ;). Macie ochotę o którymś z produktów poczytać w pierwszej kolejności?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...